We wspólnej mogile pod Starogardem Gdańskim spoczęli obok siebie księża-Polacy i księża-Niemcy
„Z dwojga złego wolę las niż pole bitwy” – powiedział Merry Brandybuck, jeden z bohaterów Tolkienowskiej sagi „Władca Pierścieni”, gdy wraz z Pippinem Tukiem próbowali wymknąć się z rąk orków. Ta historia zakończyła się dobrze. W kraju Pomorzan las też miał ducha opiekuńczego. A z czasem Kaszubi, Kociewiacy i Borowiacy przemianowali na Matkę Bożą poczciwą Borową Cotkę.
Pamięci księdza Juliana Piechowskiego z Jabłowa, zamordowanego w Szpęgawsku 16 października 1939 r.
Starzy ludzie zachowali pamięć o tym, jak wyglądała Cotka: to miła staruszka, jej szata czerwona jak pień sosny i przepasana zielonym pasem z igliwia. Na czole ma diadem z szyszek, w lewej ręce dźwiga kosz z owocami lasu, w prawej kij, którym się podpiera. Ślad kultu Borowej Cotki przetrwał w ludowych pieśniach maryjnych, dlatego wiemy, że wystarczyło przewiązać się jej pasem, aby ochronić się przed robactwem.
Jesienią 1939 r. ten rytuał nie zadziałał. Właściwie nie wiadomo dlaczego. Może pobożni Pomorzanie już o nim zapomnieli i weszli do lasu bez ochrony? Zamiast pasa Borowej Cotki pojawiły się pożółkłe liście, butwiejące igliwie i robactwo. Ta historia nie zakończyła się dobrze. (więcej…)