<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Myśleć samemu</title>
	<atom:link href="http://piech.stolem.net/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://piech.stolem.net</link>
	<description>Tomasz Żuroch-Piechowski</description>
	<lastBuildDate>Sat, 09 Apr 2011 20:05:44 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>Kaszubi: reanimacja trupa?</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=317</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=317#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 Apr 2011 22:33:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Więź]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=317</guid>
		<description><![CDATA[Trwa właśnie kolejny Spis Powszechny (oczywiście &#8220;Narodowy&#8221; &#8211; w mentalności rządzących Rzeczpospolitą, nadal istnieje w niej tylko jeden naród). Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, mocno uwikłane w sieć różnorakich zależności politycznych, nie potrafi lub nie chce wypracować twardego stanowiska w kwestii spisu. Jestem pewien, że różnorakie &#8220;zalecenia&#8221; i &#8220;wskazówki&#8221; dotyczące deklarowania jeżyka kaszubskiego lub &#8220;kaszubskości&#8221; nie będą miały [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Trwa właśnie kolejny Spis Powszechny (oczywiście &#8220;Narodowy&#8221; &#8211; w mentalności rządzących Rzeczpospolitą, nadal istnieje w niej tylko jeden naród). Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, mocno uwikłane w sieć różnorakich zależności politycznych, nie potrafi lub nie chce wypracować twardego stanowiska w kwestii spisu. Jestem pewien, że różnorakie &#8220;zalecenia&#8221; i &#8220;wskazówki&#8221; dotyczące deklarowania jeżyka kaszubskiego lub &#8220;kaszubskości&#8221; nie będą miały tej siły rażenia, jaką miałoby wezwanie do tego, aby Kaszubi deklarowali narodowość kaszubską. Jeszcze za wcześnie by oceniać bilans zysków i strat, wydaje się jednak, że RAŚ wybrał drogę, która w perspektywie dziesięcioleci doprowadzi do tego, że Ślązacy staną się tym kim chcą być &#8211; narodem. Kaszubów zaś nie będzie &#8211; przynajmniej na papierze&#8230;</p>
<p>Wyciągnąłem z szuflady tekst, który ukazał się w kwietniu 2007 r. we &#8220;Więzi&#8221;. Myślę, że niewiele stracił na aktualności.<span id="more-317"></span></p>
<p><strong>Kaszubi: reanimacja trupa?</strong></p>
<p>Co łączy naród kaszubski w Polsce z narodem Dakota w Stanach Zjednoczonych i rdzennymi mieszkańcami Australii? Wydaje się, że niewiele. Jest jednak istotna cecha wspólna – wszystkich można określić mianem aborygenów, a więc tych, którzy <em>ab origines</em>, czyli od samego początku mieszkają na terenach państw, które nie są ich państwami narodowymi (nie ma przecież państwa Dakota, aborygeńskiego czy kaszubskiego). Część Amerykanów szczyci się pochodzeniem od pasażerów galeonu „Mayflower”, który w 1620 r. przybił do wybrzeży Nowej Anglii, dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Powód do dumy słuszny, ale historia lubi płatać figle. Dumny WASP (1) woli nie dopuszczać do siebie myśli, że native American nalewający mu benzynę do baku w przydrożnej stacji, jest potomkiem tych, którzy już „byli na miejscu” nim maszt „Mayflower” zmącił linię horyzontu.</p>
<p>Z aborygenami północnej Polski jest podobnie. Zanim przez nadbałtyckie ziemie przetoczyła się panorama ludów i kalejdoskop państw &#8211; myśmy byli. Obecność tę datować można na początek VI w. po Chr., choć nazwa „Kaszuby” pojawiła się w źródłach pisanych stosunkowo późno (1238 r.) i dotyczyła księstwa szczecińskiego. We wschodniej części Pomorza ujawniła się dwa wieki później, gdy niezależne państwo pomorskie (także od Polski), było tylko pieśnią przeszłości. „Kaszubi” to archaiczna nazwa własna ludu, który przez sąsiadów z południa został nazwany „Pomorzanami”. Elementem wspólnym, który we wczesnym średniowieczu jednoczył zachodnią i wschodnią część Kaszub w granicach od Wisły do Odry i od Bałtyku po pas puszczy nad Notecią, był język. Język kaszubski, który do niedawna w Polsce nazywano gwarą, za którego używanie na przerwach polski nauczyciel bił nieco mniej polskie (bo kaszubskie) dziecko. To samo dziecko, którego dziadkowie u progu XX w. strajkowali w pruskiej szkole w obronie języka polskiego.</p>
<p>Dzięki polityce własnych książąt i misji chrystianizacyjnej Kościoła, która tamtym terenie szła za pośrednictwem krajów niemieckich, mieszkańcy zachodnich Kaszub szybko stali się Niemcami. Ostatnimi przedstawicielami „żywych skamielin”, niczym wyłowiona w Oceanie Indyjskim latimeria, byli luteranie znad Łeby nazywani Słowińcami. We wschodniej części kraju Kaszubów historia potoczyła się inaczej. 15 lutego 1282 r. książę Mściwój (Mestwin) II zawarł z księciem wielkopolskim Przemysłem II układ o wzajemnym dziedziczeniu. Po śmierci władcy Pomorzan w 1294 r. nasze państwo przestało istnieć jako odrębny organizm polityczny, ale dzięki owemu „spadkowi”, pół roku później w poznańskiej katedrze Przemysł II mógł koronować się na króla Polski. Traktuję to doniosłe i odległe wydarzenie jako symbol dobrowolnych związków między Polakami i Kaszubami, a także wkład naszych pomorskich przodków w budowę organizmu politycznego, który po latach nieistnienia, bądź istnienia w formach przetrwalnikowych, przybrał kształt Rzeczpospolitej Polskiej.</p>
<p>Okres III Rzeczpospolitej, to czas odrodzenia kultury kaszubskiej, choć należy to odrodzenie umieszczać we właściwych ramach. Wciąż nadrabiamy zaległości po peerelowskiej nocy. Polska Ludowa wyrządziła nam największe szkody w sferze mentalnej. Wysiłek Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, którego jestem nieortodoksyjnym członkiem, skierowany jest na rozwój i ocalenie języka kaszubskiego. Największą przeszkodą w jego upowszechnianiu często jest stanowisko rodziców, rad gmin czy poszczególnych wójtów, sołtysów, dyrektorów. Dochodzi do tak kuriozalnych sytuacji, że wartość kaszubskiego dostrzegają potomkowie wypędzonych z Wileńszczyzny, a w roli <em>kulturträgerów</em> występują Kaszubi, którym kijem wtłoczono do głowy, że mówienie „gwarą” to synonim zacofania.</p>
<p>W 2002 r. część z nas dokonała redefinicji kaszubskości, a tym samym polskości. Ponad 5 tys. osób, spośród półmilionowej społeczności kaszubskiej zadeklarowało narodowość kaszubską. Dlaczego? Ośmielamy się nazywać siebie narodem, bo tak czujemy. Nie ma innego wytłumaczenia. Nie godzimy się na to, by ktokolwiek był strażnikiem naszych sumień. Moje państwo to Polska. Jestem narodowości kaszubskiej. Powtórzę za pewnym zakonnikiem: „Tu stoję! Nie mogę inaczej! Nich mi Bóg dopomoże! Amen!” (2)</p>
<p>„Zapis Mestwina” z 1282 r., dzięki któremu Korona Królestwa Polskiego została podniesiona z prochu ziemi, uprawnia nas – „aborygenów” znad Bałtyku do tego, by mówić we własnym kraju własnym głosem i z podniesioną głową. Nie godzę się z argumentacją, że Kaszubi nie są narodem, „ponieważ nie posiadają własnego państwa”. Jeśli Rzeczpospolita Polska, za którą moi kaszubscy przodkowie i krewni przelewali krew w polskich powstaniach, w Lesie Szpęgawskim (3), w KL Stutthoff, KL Dachau, w Katyńskim Lesie i na Monte Cassino (bynajmniej nie jako obrońcy klasztoru), nie jest moim państwem, w równym stopniu co Waszym państwem &#8211; to kim jestem ja i kim Wy jesteście? Okupantami? Litości!<br />
„Kaszubi to język, a język to Kaszubi” – słyszymy od lat tę mantrę. Jednak każdy język jest narzędziem komunikacji, zaś wyniku opresyjnej polityki władz Polski Ludowej kaszubski przestał nim być. W Zrzeszeniu Kaszubsko-Pomorskim większość dyskusji toczy się po polsku. Kaszubski stosowany na oficjalnych uroczystościach to zazwyczaj żałosna mieszanka mowy dawnych Pomorzan i bezlitośnie powykręcanych polskich wyrazów. Dla młodych Kaszubów narzędziem komunikacji jest w większym stopniu angielski niż „rodnô mòwa”. Co ma więc ich motywować do nauki języka ojców? I po co się go uczyć, skoro w praktyce rzadko się przydaje? Dwujęzyczność to piękny postulat na przyszłość, w praktyce – fikcja literacka.</p>
<p>W przypadku większości Kaszubów całkowita polonizacja jest faktem. Jedynie silne poczucie kaszubskiej tożsamości narodowej może zmotywować nastoletnich Kaszubów by uczyli się języka dziadków – ale już jak języka obcego. Do tego etapu doszliśmy – reanimujemy trupa. Jeśli nie będziemy narodem, to za 50 lat wcale nas nie będzie. Język jest bardzo ważny, ale to nie wszystko. Jakże pięknie wyglądają łacińskie inskrypcje w rzymskich katakumbach! Tylko gdzie podziali się Rzymianie?</p>
<p>Puck, 19 marca 2007 r. (w 769. rocznicę zapisania po raz pierwszy nazwy Kaszuby)</p>
<p>Przypisy dodane przez Redakcję:<br />
(1) White Anglo-Saxon Protestant – biały anglosaski protestant.<br />
(2) Słowa te miał powiedzieć Marcin Luter na Sejmie Rzeszy w Wormacji, 18 kwietnia 1521 roku, na żądanie cesarza, biskupów i książąt, by porzucił swoje przekonania.<br />
(3) Kompleks leśny na północny-wschód od Starogardu Gdańskiego, w okresie okupacji niemieckiej teren licznych masowych egzekucji.</p>
<p>Druk: „Więź”, nr 4 (582)/2007, s. 26-28.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&#038;p=317</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Każdy wygrywa [O &quot;Panu Tadeuszu&quot; w języku kaszubskim]</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=307</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=307#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Nov 2010 02:53:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dziennik Bałtycki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=307</guid>
		<description><![CDATA[Do księgarń trafia &#8220;Pan Tadeusz&#8221; Adama Mickiewicza po kaszubsku. Któż lepiej zrozumie Polaka urodzonego na ziemiach białoruskich, rozpoczynającego swój poemat od słów &#8220;Litwo! Ojczyzno moja…&#8221;, niż Kaszubi… czyli Polacy? Działalność publicystyczna, literacka i naukowa doktora medycyny Floriana Ceynowy (1817-1881) ze Sławoszyna pod Puckiem dała początek tzw. kwestii kaszubskiej. W dużym uproszczeniu da się ona sprowadzić [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="_mcePaste"><strong>Do księgarń trafia &#8220;Pan Tadeusz&#8221; Adama Mickiewicza po kaszubsku. Któż lepiej zrozumie Polaka urodzonego na ziemiach białoruskich, rozpoczynającego swój poemat od słów &#8220;Litwo! Ojczyzno moja…&#8221;, niż Kaszubi… czyli Polacy?</strong></div>
<div><strong><br />
</strong></div>
<div id="_mcePaste">Działalność publicystyczna, literacka i naukowa doktora medycyny Floriana Ceynowy (1817-1881) ze Sławoszyna pod Puckiem dała początek tzw. kwestii kaszubskiej. W dużym uproszczeniu da się ona sprowadzić do pytania: czy kaszubszczyzna jest gwarą języka polskiego, czy też samodzielnym językiem słowiańskim? Odpowiedź na to pytanie podzieliła na ponad sto lat nie tylko historyków i językoznawców.<span id="more-307"></span></div>
<div id="_mcePaste">Problem ten był groźny dla samych zainteresowanych już w okresie międzywojennym, a zwłaszcza za czasów PRL. Oskarżenia o proniemieckość musiały szczególnie boleć Kaszubów po drugiej wojnie światowej. Pomorze Gdańskie należało bowiem do ziem najwcześniej dotkniętych terrorem niemieckiej machiny wojennej. Niewiele brakowało, aby polskim komunistom udało się to, co nie udało się zaborcom &#8211; wykorzenienie kaszubszczyzny z życia codziennego. Kaszubi, będąc szykanowani za mówienie w języku pradziadów w polskiej &#8211; bądź co bądź &#8211; szkole, odchodzili od mówienia po kaszubsku.</div>
<div id="_mcePaste"><strong>Odrodzenie &#8220;języka regionalnego&#8221;</strong></div>
<div id="_mcePaste">Odrębność językową &#8220;mowy kaszubskiej&#8221; kwestionują dziś nieliczni. Dla trzeciego pokolenia Polaków zrodzonego na tzw. Ziemiach Odzyskanych (w tym wypadku chodzi o zachodnią część byłego Wolnego Miasta Gdańska) straszak antyniemiecki stracił siłę rażenia. Z praktycznego punktu widzenia najistotniejsze okazało się ustawowe zagwarantowanie praw &#8220;użytkowników języka regionalnego&#8221; w ustawie o mniejszościach narodowych, etnicznych i języku regionalnym (2005) oraz poprzez ratyfikację (2009) europejskiej karty języków regionalnych lub mniejszościowych, będącej oficjalnym dokumentem Rady Europy. Szczególnie ważna okazała się standaryzacja pisowni kaszubskiej, reedycje słowników i tworzenie nowych oraz stopniowe wprowadzanie kaszubszczyzny do liturgii Kościoła rzymskokatolickiego. Warto wspomnieć także o inicjatywach tworzonych bez wsparcia instytucjonalnego, jak skaszubienie jednej z dystrybucji systemu operacyjnego Linux.</div>
<div id="_mcePaste">Termin &#8220;użytkownik języka regionalnego&#8221; przyjęty w polskim ustawodawstwie razi sztucznością, ale dzięki niemu Kaszubom udało się uniknąć ślepej uliczki, w którą zabrnęli Ślązacy. Rdzenni mieszkańcy Pomorza zabezpieczyli swoje interesy na tym samym poziomie, co mniejszości narodowe, omijając rafę &#8220;mniejszościowej&#8221; terminologii. Zresztą nawet deklaracje narodowości kaszubskiej złożone w spisie powszechnym (2002 r.) przez ok. 1 proc. półmilionowej społeczności kaszubskiej budzą mniej emocji niż pytania o orientację seksualną nauczyciela w wyznaniowej szkole. Kaszubskość została zdemitologizowana, oswojona i jak wszystko, co znane, jest niegroźna. Dzięki wzrastającej atrakcyjności kulturowej staje się też wyborem, opcją, tak jak strój czy fryzura. Coraz mniej dziwi widok Kaszuby, który powołuje się na wschodnie czy małopolskie pochodzenie rodziny. Rzec można: kto się lubi, ten się kaszubi!</div>
<div id="_mcePaste">To, że jest dobrze, nie znaczy, że nie może być lepiej. Pomimo niewątpliwych sukcesów Kaszubi wciąż nadrabiają straty z przeszłości. Czy wyjdą na prostą, zadecydują najbliższe dziesięciolecia. Relacji polsko-kaszubskich nie da się już wtłoczyć w prosty schemat dylematów narodowościowych. Kaszubi też służą w polskim wojsku &#8211; i giną w nim &#8211; w Afganistanie. Kim będą nasze dzieci, zadecydują w większej mierze ceny połączeń lotniczych do Wielkiej Brytanii i szersze trendy kulturowe niż spory ideowe z minionych stuleci. Jo! Ale jak to wszystko ma się do &#8220;Pana Tadeusza&#8221; po kaszubsku?!</div>
<div id="_mcePaste"><strong>It must be love</strong></div>
<div id="_mcePaste">Kiedy w mediach pojawiła się informacja, że Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej w Wejherowie wspólnie z Maszoperią Literacką z Gdańska opublikowało kaszubskiego &#8220;Pana Tadeusza&#8221;, część osób przyjęła tę inicjatywę z niedowierzaniem. Dlaczego wydaliśmy drukiem poemat, który Kaszubi znają w wersji oryginalnej? Po co w ogóle powstało to tłumaczenie?</div>
<div id="_mcePaste">Nie znajduję innego &#8220;wytłumaczenia&#8221; niż miłość. Tłumacz zakochał się w poezji Mickiewicza. Stanisław Janke z Wejherowa, człowiek rozlicznych talentów i ogromnej pracowitości, fascynuje się wieszczem od wielu lat, wpisując się twórczo w prawie 150-letnią tradycję Mickiewiczowskich inspiracji, żywą wciąż na Pomorzu. Warto wspomnieć, że pierwszy nakład &#8220;Pana Tadeusza&#8221; na ziemiach polskich wyszedł spod prasy Ernesta Lambecka w Toruniu.</div>
<div id="_mcePaste">Janke przełożył na kaszubski &#8220;Odę do młodości&#8221; i &#8220;Sonety krymskie&#8221;, zanim w ciągu trzech lat powstał &#8220;Pón Tadeusz&#8221;. Każdy, kto zada sobie trud zapoznania się z biografią tłumacza, a także poety, prozaika i dziennikarza, będzie zdumiony ogromem jego dokonań. Wystarczy wspomnieć, że jego wiersze tłumaczono z kaszubskiego na fiński, islandzki, rosyjski, włoski i piemoncki. Tymczasem w wielu zapowiedziach prasowych czy środowej (3 bm.) informacji o kaszubskim tłumaczeniu w &#8220;Teleexpressie&#8221; pojawia się nutka sensacji. Tak jakby fakt przetłumaczenia polskiej epopei na kaszubski był nie tyle istotnym wydarzeniem kulturalnym, ile ciekawostką w rodzaju cielęcia, które dzięki dwóm głowom dwie matki ssie. Janke odczytujący w telewizji inwokację, niczym Papuas recytujący magiczne zaklęcia, nie pasuje do obrazu człowieka instytucji, którą jest w istocie.</div>
<div id="_mcePaste"><strong>Co ma wiodro do pogody?</strong></div>
<div id="_mcePaste">Dziennikarska maniera wyszukiwania pojedynczych słówek kaszubskich, które są zupełnie niepodobne do polskich odpowiedników, zastanawia brakiem głębszej refleksji. Czy to aż tak niesamowite, że dwa osobne języki mają różne słowa na oznaczenie tych samych pojęć? Kogo jeszcze dziwi, że &#8220;pogoda&#8221; po kaszubsku to &#8220;wiodro&#8221; (czytaj: wjodro), niech sprawdzi, jak to słowo brzmi po szwedzku, niemiecku, angielsku i serbsku, a przestanie się dziwić. Kaszubski to nie zepsuta polszczyzna. W czasach podróży św. Wojciecha do Prus rodzimi mieszkańcy &#8220;Urbs Gyddanzc&#8221; mówili językiem, z którego wprost wyrasta dzisiejsza kaszubszczyzna.</div>
<div id="_mcePaste">W sferze kultury Kaszubi stoją na uprzywilejowanej pozycji. Znając dorobek pradziadów, znają równocześnie ogólnopolski kontekst kulturowy. Tymczasem odbiorca bez powiązań kaszubskich skazany jest na wiedzę fragmentaryczną. Na razie polska szkoła mu nie pomoże w zmniejszeniu obszaru niewiedzy. W PRL wszystkich twórców kaszubskich wrzucano do worka z napisem &#8220;artysta ludowy&#8221;. Mniejsza o to, że ów przedstawiciel &#8220;ludu&#8221; skończył uniwersytet w Królewcu, Berlinie czy Monachium. Miał być ludowy, więc &#8220;był&#8221; ludowy. Nawet jeśli miał doktorat i mówił biegle w kilku językach. Jeśli kogoś zdumiewa, że tłumaczy się Mickiewicza z polskiego na kaszubski, to wspomnę, że w roku 2008 ukazały się drukiem &#8220;Treny&#8221; Jana Kochanowskiego w tłumaczeniu Janusza Mamelskiego, zaś liczba tłumaczeń z różnych języków wolno, lecz systematycznie rośnie.</div>
<div id="_mcePaste">Kaszubską edycję &#8220;Pana Tadeusza&#8221; wsparło finansowo Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Maszoperia Literacka wydała książkę w trzech różnych wariantach, w tym w wersji bibliofilskiej oprawianej ręcznie w pelplińskim Bernardinum w skórę. Książkę zilustrował trójmiejski artysta plastyk Jarosław Wróbel. Wysoki poziom edytorski dzieła jest zasługą wielu osób, ale człowiekiem, który z entuzjazmem przyjął pomysł Jankego, jest jego wieloletni wydawca Tomasz Żmuda-Trzebiatowski. Bez jego wiary i determinacji dzieło by nie powstało.</div>
<div id="_mcePaste"><strong>Kto kogo nobilituje?</strong></div>
<div id="_mcePaste">Pierwsze oznaki wskazują, że &#8220;Pón Tadeusz&#8221; stał się dobrem pożądanym. Po promocji z udziałem Danuty Stenki i Macieja Miecznikowskiego, zaplanowanej na dzisiejszy wieczór (5 bm.) w muzeum w Wejherowie i na sobotę w Bytowie przy okazji dyktanda kaszubskiego, wydawnictwo zorganizuje kolejne spotkania. Napływają o nie prośby z całego Pomorza. Zamówienia na książkę docierały do wydawcy jeszcze zanim trafiła ona do drukarni! Nawet jeśli w prośbach tych dopatrzyć się można odrobiny snobizmu, to jest to przecież snobizm szlachetniejszej natury, niż ten, który polega na porównywaniu spojlerów w samochodach.</div>
<div id="_mcePaste">Paradoks może sprawić, że Stanisław Janke wejdzie do historii literatury kaszubskiej nie tyle jako samodzielny twórca, ile jako tłumacz, który benedyktyńską pracą przyczynił się znacznie do rozwoju kaszubskiego języka literackiego. Dodam nie bez ironii: mam nadzieję, że druga synteza literatury kaszubskiej powstanie w Polsce. Pierwszą napisał Austriak, w czasach gdy w Polsce takowej literatury nie było. Oczywiście oficjalnie.</div>
<div id="_mcePaste">Wypada się zgodzić z prof. Jerzym Trederem, który w komentarzu do dzieła zauważył, że &#8220;Pan Tadeusz&#8221; w pewien sposób nobilituje Kaszubów, &#8220;którzy w stosunkowo krótkim czasie i w bardzo niesprzyjających warunkach obiektywnych (np. brak powszechnej edukacji w kaszubskim języku) wykazali się zdolnością i odwagą, zrównując się z wieloma innymi narodami i językami, w których już wcześniej zaistniała polska epopeja narodowa&#8221;. Jednak historia Kaszubów na Pomorzu sięga w tak głębokie obszary średniowiecza, że nie było wówczas nawet mowy o państwie polskim. Związki Polski z Pomorzem są silne przez Kaszubów i dzięki Kaszubom. Także dzięki mocy samego języka, który, co prawda silnie pokaleczony, ale przetrwał tysiąclecia.</div>
<div id="_mcePaste">Nobilitacja? Oczywiście tak! Pamiętajmy jednak, że obydwie strony się tu nawzajem nobilitują. Każdy wygrywa!</div>
<div>Artykuł ukazał się 5 listopada 2010 r. w &#8220;Rejsach&#8221; &#8211; dodatku do &#8220;Dziennika Bałtyckiego&#8221;.</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&#038;p=307</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Informacja o pogrzebie Śp. Profesora Gerarda Labudy</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=280</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=280#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Oct 2010 21:49:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Prozac życia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=280</guid>
		<description><![CDATA[Zgodnie z ostatnią wolą Prof.  Gerarda Labudy zmarłego 1 października br. w Poznaniu, jego pogrzeb odbędzie się w rodzinnej parafii w Luzinie pod Wejherowem. W piątek 8 października o godz. 19.00 trumna zostanie przywieziona do Luzina. Po jej wprowadzeniu do kościoła odbędzie się msza św. celebrowana przez emerytowanego ks. abpa metropolitę gdańskiego Tadeusza Gocłowskiego. Po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zgodnie z ostatnią wolą Prof.  Gerarda Labudy zmarłego 1 października br. w Poznaniu, jego pogrzeb odbędzie się w rodzinnej parafii w Luzinie pod Wejherowem.</p>
<p>W piątek 8 października o godz. 19.00 trumna zostanie przywieziona do Luzina. Po jej wprowadzeniu do kościoła odbędzie się msza św. celebrowana przez emerytowanego ks. abpa metropolitę gdańskiego Tadeusza Gocłowskiego. Po mszy odbędzie się pusta noc czyli tradycyjne kaszubskie czuwanie przy zwłokach zmarłego.</p>
<p>Pogrzeb rozpocznie się w sobotę w kościele w Luzinie o godzinie 11.00. Msza św. będzie celebrowana przez ks. arcybiskupa metropolitę gdańskiego Sławoja Leszka Głodzia, a kazanie wygłosi i trumnę poprowadzi na cmentarz ks. prymas senior Polski Henryk Muszyński.</p>
<p>Udział w pogrzebie zapowiedział Premier Rzeczpospolitej Polskiej Donald Tusk.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&#038;p=280</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Prof. Gerard Labuda – Honorowy Obywatel Gdańska nie żyje</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=276</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=276#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 04 Oct 2010 21:25:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dziennik Bałtycki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=276</guid>
		<description><![CDATA[W piątek 1 października zmarł w Poznaniu w wieku 94 lat jeden z najwybitniejszych polskich historyków, znawca średniowiecza i dziejów Słowian, doktor honoris causa sześciu uczelni, Honorowy Obywatel Gdańska, profesor zwyczajny dr hab. Gerard Labuda. Urodził się 28 grudnia 1916 r. w Nowej Hucie w parafii Luzino pod Kartuzami. Od najmłodszych lat, do końca życia [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W piątek 1 października zmarł w Poznaniu w wieku 94 lat jeden z najwybitniejszych polskich historyków, znawca średniowiecza i dziejów Słowian, doktor honoris causa sześciu uczelni, Honorowy Obywatel Gdańska, profesor zwyczajny dr hab. Gerard Labuda.<span id="more-276"></span></p>
<p>Urodził się 28 grudnia 1916 r. w Nowej Hucie w parafii Luzino pod Kartuzami. Od najmłodszych lat, do końca życia ogarnięty był pasją gromadzenia książek. Nauczył się czytać w wieku pięciu lat. Kończąc Gimnazjum Klasyczne w Wejherowie dysponował księgozbiorem liczącym ponad 600 pozycji. Przygotowania do wybuchu wojny zaczął od ukrycia ukochanego księgozbioru.</p>
<p>W 1936 r. rozpoczął studia historyczne na Uniwersytecie Poznańskim. Szybko dał się poznać jako osoba ponadprzeciętnie uzdolniona. Przed wybuchem wojny był stypendystą szwedzkiego uniwersytetu w Lund. Okupacja utrudniła jego drogę naukową, ale jej nie przerwała. Poszukiwany przez Niemców, musiał się ukrywać. W 1943 r. uzyskał tytuł magistra na tajnym Uniwersytecie Ziem Zachodnich w Warszawie. Rok później obronił doktorat. Tytuły uzyskał na podstawie rozpraw, które opublikował jeszcze jako student &#8211; miał wówczas niespełna 23 lata! Habilitację uzyskał jako 30-latek (1946 rok).</p>
<p>W 1950 roku został profesorem Uniwersytetu Poznańskiego. Od 1953 r. zatrudniony był w Instytucie Historii Polskiej Akademii Nauk jako kierownik Zakładu Historii Pomorza. W latach 1962-1965 był rektorem Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.</p>
<p>Obok wielkiej skromności, jedną z zasadniczych cech charakteru Profesora Gerarda Labudy była szlachetność i wierność własnym przekonaniom. W marcu 1968 r. jego dwaj synowie wzięli udział w protestach studenckich przeciwko polityce władz. Profesor wezwany do złożenia wyjaśnień tej sprawie zamiast złożyć oczekiwaną „samokrytykę”, oświadczył, że jego synowie stanęli po właściwej stronie. Wkrótce przypłacił to utratą pracy na uniwersytecie.</p>
<p>Bibliografia prac Profesora Gerarda Labudy liczy około dwóch tysięcy pozycji! Jest to rezultat niezwykle pracowitego i aktywnego życia – do ostatnich dni. Odszedł człowiek niezwykły, poliglota, erudyta, bibliofil, dziejopisarz porównywany do Jana Długosza. Do głównych zainteresowań badawczych Profesora należały: początki państwa polskiego, Słowiańszczyzna Zachodnia we wczesnym średniowieczu, dzieje Pomorza polskiego i krzyżackiego, prace źródłoznawcze, dzieje polskiej granicy zachodniej oraz studia nad dziejami Kaszub i Kaszubów.</p>
<p>Nie będzie cienia przesady w stwierdzeniu, że ten „Kaszuba w Poznaniu”, jak sam siebie określał, przywrócił (nam) Kaszubom pamięć historyczną i dumę z własnej przeszłości. To największa z jego licznych zasług.</p>
<p>Zgodnie z ostatnią wolą Profesor zostanie pochowany w Luzinie.</p>
<p>Druk: &#8220;Dziennik Bałtycki &#8211; Polska The Times&#8221;, nr 232 z 4.10.2010 r., s. 2.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&#038;p=276</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Samotność Alfonsa Flisykowskiego</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=171</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=171#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Sep 2009 22:21:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tygodnik Powszechny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=171</guid>
		<description><![CDATA[Serdecznie polecam mój artykuł pt. &#8220;Samotność Alfonsa Flisykowskiego&#8221; poświęcony obronie Poczty Polskiej w Gdańsku. Od rana w kioskach, od teraz w sieci na stronie &#8220;Tygodnika Powszechnego&#8221;.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Serdecznie polecam mój artykuł pt. &#8220;Samotność Alfonsa Flisykowskiego&#8221; poświęcony obronie Poczty Polskiej w Gdańsku.</p>
<p>Od rana w kioskach, od teraz w sieci na stronie <a href="http://tygodnik.onet.pl/35,0,32789,samotnosc_alfonsa_flisykowskiego,artykul.html" target="_blank">&#8220;Tygodnika Powszechnego&#8221;</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&#038;p=171</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szymankowo</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=164</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=164#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 29 May 2009 09:07:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tygodnik Powszechny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=164</guid>
		<description><![CDATA[W najnowszym numerze (22/2009, z 31.05.2009 r.) &#8220;Tygodnika Powszechnego&#8221; ukazał się mój artykuł pt. &#8220;Polska nas potrzebuje&#8221; opisujący mord na polskich kolejarzach i celnikach dokonany w Szymankowie pod Malborkiem 1 września 1939 r. przez bojówkarzy SA. Od przyszłego tygodnia tekst będzie dostępny w całości na stronie internetowej &#8220;Tygodnika Powszechnego&#8221;, a także na tej stronie.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W najnowszym numerze (22/2009, z 31.05.2009 r.) &#8220;Tygodnika Powszechnego&#8221; ukazał się mój artykuł pt. &#8220;Polska nas potrzebuje&#8221; opisujący mord na polskich kolejarzach i celnikach dokonany w Szymankowie pod Malborkiem 1 września 1939 r. przez bojówkarzy SA.</p>
<p>Od przyszłego tygodnia tekst będzie dostępny w całości na stronie internetowej <a title="&quot;Tygodnika Powszechnego&quot;" href="http://tygodnik.onet.pl/" target="_blank">&#8220;Tygodnika Powszechnego&#8221;</a>, a także na tej stronie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&#038;p=164</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tu, na Westerplatte</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=148</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=148#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Apr 2009 18:00:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tygodnik Powszechny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=148</guid>
		<description><![CDATA[W moim albumie znajduje się zdjęcie z wycieczki na Westerplatte, wykonane we wrześniu 1989 r., gdy zaczynałem naukę w liceum. Zapewne wielu z nas ma takie własne Westerplatte, utrwalone na papierze Orwo Color lub w odcieniach szarości. Westerplatte: symbol, przez władze PRL traktowany instrumentalnie. Najbardziej charakterystycznym elementem krajobrazu dawnego skrawka Polski w Wolnym Mieście Gdańsku, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W moim albumie znajduje się zdjęcie z wycieczki na Westerplatte, wykonane we wrześniu 1989 r., gdy zaczynałem naukę w liceum. Zapewne wielu z nas ma takie własne Westerplatte, utrwalone na papierze Orwo Color lub w odcieniach szarości. Westerplatte: symbol, przez władze PRL traktowany instrumentalnie.</strong></p>
<p>Najbardziej charakterystycznym elementem krajobrazu dawnego skrawka Polski w Wolnym Mieście Gdańsku, jakim była Wojskowa Składnica Tranzytowa na Westerplatte, jest dziś bryła Pomnika Obrońców Wybrzeża. Granitowy, 25-metrowy obelisk stanął obok dawnego Basenu Amunicyjnego, na kopcu ziemnym, który powstał jako skutek uboczny prac melioracyjnych przy poszerzaniu kanału portowego. Sztuczne wzgórze, wznoszące się 22,5 metra nad poziom morza, odmieniło całkowicie pejzaż terenu w stosunku do stanu z 1939 r.<span id="more-148"></span></p>
<p>„Piszesz mi, że tam, gdzie była placówka »Prom«, jeżdżą spychacze (&#8230;). Tak, mój kochany, ja to rozumiem, to wszystko czynią, by po walkach na Westerplatte nie pozostało żadnych śladów, gdyż uważają, że cel naszej walki był inny i spychał w cień inne walki, gdzie brali udział ludzie mający dziś coś do powiedzenia, ale my musimy się z tym pogodzić, bo nas jest mało i jesteśmy wszyscy na niskich stanowiskach i dlatego nie mamy żadnego wpływu. Ale i tak dobrze, że na Westerplatte budują wspaniały pomnik obrony Wybrzeża, a to już ma pewne swoje znaczenie historyczne&#8230;” – tak pisał w 1965 r. chorąży Jan Gryczman (1898–1985) do Michała Gawlickiego (1898–1977), także uczestnika walk na Westerplatte.</p>
<p><strong>Pepesza na pomniku</strong></p>
<p>Konkurs na pomnik został rozpisany w 1964 r. Spośród 63 nadesłanych projektów wybrano ten autorstwa Adama Haupta, Franciszka Duszeńki i Henryka Kitowskiego z dzisiejszej Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Pierwsi dwaj artyści mieli właśnie za sobą realizację pomnika Pamięci Ofiar Obozu Zagłady na terenie Treblinki II.</p>
<p>W 1965 r. przypadała 26. rocznica wybuchu II wojny światowej. Pomnik na Westerplatte odsłonięto rok później, nie wykorzystując tej okazji. Trudno przypuszczać, aby był to niezawiniony poślizg. Raczej władze nie zamierzały szczególnie celebrować wydarzeń z roku 1939, co intuicyjnie zauważył w swym liście Gryczman.</p>
<p>Pomnik na Westerplatte odsłonięto 9 października 1966 r. – w roku „Tysiąclecia Państwa Polskiego”. Jego przekaz ideowy był swego rodzaju majstersztykiem komunistycznej socjotechniki. Wśród inskrypcji umieszczonych na pomniku znajdują się napisy niebudzące żadnych wątpliwości interpretacyjnych: HEL, OKSYWIE, WESTERPLATTE, KOSYNIERZY GDYŃSCY czy NARWIK. Nie wiadomo, jakie czyny polskiego oręża mają natomiast upamiętniać inskrypcje: LA MANCHE, DUNKIERKA, MORZE ŚRÓDZIEMNE, ATLANTYK i MURMAŃSK. Zapewne niejeden turysta zastanawia się dziś też, nad jakim wybrzeżem leżą miejscowości LENINO i STUDZIANKI. W ten sposób „inne walki” spychały w cień dokonania załogi Westerplatte, która w 1939 r. zamiast wytrwać na posterunku przez nakazane rozkazem 12 godzin, broniła się przez 7 dni.</p>
<p>Napis POCZTA GDAŃSKA jest natomiast przykładem ignorancji historycznej. W ówczesnych realiach nazwa ta odnosiła się bowiem do poczty niemieckiej, a nie Poczty Polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku przy pl. Heweliusza, której obrońców ma upamiętniać. Także warstwa ikonograficzna pomnika jest na bakier z historią. Stojący na jego szczycie żołnierz i marynarz dzierżą wspólnie&#8230; pepeszę. Trudno przypuszczać, aby obrońcy Helu czy Westerplatte bronili się przed Niemcami w 1939 r. sowieckimi pistoletami maszynowymi. Ale cel tego zabiegu był jasny: pomnik upamiętniać miał także tę część polskich sił zbrojnych, która w czasie wojny walczyła u boku Sowietów.</p>
<p><strong>Usłyszał, że „służył u Hitlera”</strong></p>
<p>„Ogromny był moralny wpływ obrony Westerplatte na kraj. Uporczywa obrona tego skrawka ziemi polskiej (&#8230;) mobilizowała do walki cały naród. Obrońcy Westerplatte już w dniach wrześniowych zostali publicznie uznani za bohaterów, (&#8230;) ponieważ swoją skuteczną walką czynnie wcielali w życie ideał społeczny – obronę przed atakującym wrogiem – byli dowodem żywych wartości moralnych, zdolnych do przeciwstawienia się najazdowi; prezentowali narodowi, którego armia musiała się cofać od pierwszych dni wojny, jego utajoną moc. I za to od razu zostali wyniesieni na wyżyny bohaterskiej legendy” – pisał Zbigniew Flisowski w książce „Tu na Westerplatte”, która ukazała się w 35. rocznicę wybuchu wojny.</p>
<p>Kryjący się za tymi słowami patos nie powinien jednak przesłaniać nam rzeczywistości PRL-u. W sierpniu 1956 r. westerplatczyk Jan Ziomek (1898–1978) pisał do wspomnianego wyżej Michała Gawlickiego, który w 1945 r., po przeżyciach wojennych, osiedlił się w Gdańsku i był jednym z inicjatorów powołania Związku Obrońców Westerplatte, wchłoniętego następnie przez ZBOWiD: „Ja, Michaś, radia słucham, tylko broń Boże z Warszawy, bo oni takie banialuki walą, że się słuchać odechciewa. My na początku byliśmy »bandziory imperialistyczne«, a teraz trochę inaczej do nas podchodzą. (&#8230;) zaraz po wojnie nawet nie przyznawałem się, że byłem na Westerplatte. Jak siedziałem na UB, podczas spisywania moich danych personalnych, podałem służbę na Westerplatte. Okrutnie mnie wówczas pobili za to&#8230; że służyłem u Hitlera, bo to było – według nich – w Niemczech. (&#8230;) Taki był dla mnie początek Polski kochanej, gdzie byle jaki pastuch dorwał się do władzy w MO i UB. Teraz trochę ich rozgonili – pasą byki w PGR-ach”.</p>
<p>Ziomek miał więcej szczęścia niż lekarz z Westerplatte, kapitan Mieczysław Słaby (ur. 1905), który po powrocie z niewoli podjął służbę w Ludowym Wojsku Polskim. Aresztowany pod absurdalnymi zarzutami przez UB, zmarł w trakcie śledztwa w 1948 r.</p>
<p><strong>Fasada i kulisy</strong></p>
<p>1 września 1957 r. w Gdańsku odbywał się Zjazd b. Obrońców Wybrzeża. Dwa tygodnie wcześniej ponownie doszło do wymiany listów między Gawlickim a Ziomkiem, który, choć bardzo pragnął, zmuszony był odmówić przyjazdu: „Po pierwsze, że ledwie chodzę o kiju jedynie po chałupie. Po drugie, brak grosza na podróż do Gdańska. I tak dostatecznie zapożyczyłem się na leczenie, nie wiem, kiedy oddam&#8230; Jakbym wyczuł przedtem, że na stare lata taki żywot będę miał, wolałbym zginąć jak inni koledzy na polu chwały na Westerplatte czy w lesie&#8230; Co my, Michaś, użyli z tego świata, prawie że nic. Jedna wojna, później druga – no i niewola, to już było najgorsze, bo człowiek traktowany był gorzej bydlaka. A teraz ta Polska kochana! Nie wolno ci nic powiedzieć, że się krzywda dzieje. Powiedzą, że stopa życiowa podnosi się, a po naszemu stopa podnosi się – tylko, że palce z butów wyłażą”.</p>
<p>Gorycz przebijająca z tych słów stoi w sprzeczności z patetycznymi opisami dotyczącymi Westerplatte, które pojawiały się wtedy w oficjalnych publikacjach. Bo władze PRL zawłaszczały tę przestrzeń do celów propagandowych: żelaznym punktem wizyt przedstawicieli „bratnich” narodów lub partii było Westerplatte. Jednak największym echem w Trójmieście odbiła się wizyta prezydenta Francji Charles’a de Gaulle’a w 1967 r. Wielu Polaków zapewne widziało w nim nie tylko głowę państwa, ale i bohatera II wojny.</p>
<p>O ile Westerplatte było propagandowo użyteczne, jako miejsce heroicznego oporu przed Niemcami, o tyle sami westerplatczycy nie mogli liczyć na pomoc państwa, a wielu z nich cierpiało biedę. Schorowani po wojennych przejściach, zwłaszcza w niewoli, nie zawsze byli w stanie zapewnić utrzymanie sobie i rodzinom. Wprawdzie czasem byli potrzebni do legitymizacji kolejnych obchodów, ale na co dzień (z wyjątkami) władze ich ignorowały.</p>
<p>Dotyczy to nie tylko czasu po Październiku 1956 r., ale całego okresu PRL-u. W 1970 r. samobójstwo popełnił strzelec Józef J., którego – według relacji wdowy – skłoniło do tego poczucie krzywdy w związku z niedocenianiem jego wojennych zasług przez ZBOWiD.</p>
<p>To najbardziej drastyczny przypadek. Pozostali westerplatczycy z mniejszą lub większą pokorą znosili swój los, odchodząc z tego świata – najczęściej z poczuciem krzywdy. (-)</p>
<p><a class="alignleft" title="Artykuł ukazał się w &quot;Tygodniku Powszechnym&quot; nr 15 z 12.04.2009 r." href="http://tygodnik.onet.pl/35,0,24978,tu__na_westerplatte,artykul.html" target="_blank">http://tygodnik.onet.pl/35,0,24978,tu__na_westerplatte,artykul.html</a></p>
<p>(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk całości lub fragmentu bądź publikacja w innej formie wymaga zgody autora.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&#038;p=148</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kulturkampf po polsku, tandeta po kaszubsku</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=125</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=125#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 24 Aug 2008 00:23:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Nie chcieli wydrukować]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=125</guid>
		<description><![CDATA[Na świecie niespokojnie &#8211; w Kraju Kaszubów też wojna. Wojna o ziemię &#8211; „Rodną Zemię”. Tym razem nie chodzi o grunt mierzony w hektarach, czy hymn kaszubski, który nie dla wszystkich jest hymnem, tylko o program telewizyjny stworzony niegdyś przez śp. redaktor Izabellę Trojanowską. Jeszcze dwa lata temu w Gdańsku hucznie świętowaliśmy 15-lecie „Rodnej Zemi” [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na świecie niespokojnie &#8211; w Kraju Kaszubów też wojna. Wojna o ziemię &#8211; „Rodną Zemię”. Tym razem nie chodzi o grunt mierzony w hektarach, czy hymn kaszubski, który nie dla wszystkich jest hymnem, tylko o program telewizyjny stworzony niegdyś przez śp. redaktor Izabellę Trojanowską. Jeszcze dwa lata temu w Gdańsku hucznie świętowaliśmy 15-lecie „Rodnej Zemi” pod patronatem prezydenta Gdańska i prezesa ZKP, sądząc zapewne, że już wkrótce spotkamy się na dwudziestej rocznicy. Nic z tego! Na początku sierpnia program prowadzony przez Eugeniusza Pryczkowskiego znikną z ramówki Programu 3 TVP w Gdańsku. Z kręgów decyzyjnych ZKP płyną kojące zapewnienia, że na jesieni wróci, choć wcale nie jest to takie oczywiste.<span id="more-125"></span></p>
<p>W jednym z wywiadów wiceprezes zrzeszenia Tomasz Fopke stwierdził, że „wielu Kaszubów odbierze zdjęcie z ramówki &gt;&gt;Rodnej Zemi&lt;&lt; jako wymierzony nam policzek”, ale obserwując reakcje niektórych działaczy, można odnieść wrażenie, że to raczej kopniak wymierzony w inną część ciała. Tak czy owak – zabolało. Minęło kilka dni i TVP Gdańsk zaczęła zmiękczać swoje poprzednie stanowisko – likwidacja nie jest likwidacją, tylko sezonową zmianą ramówki, Kaszubi nie muszą finansować programu, ale mogą o nim współdecydować itd. itp. Przyznam, że w tym chaosie informacyjnym trudno się już połapać.</p>
<p>Niezależnie od tego jak rzecz się zakończy, a wierzę że pozytywnie, choć wcale nie musi oznaczać to powrotu „Rodnej Zemi” na antenę, dobrze się stało, że program został zdjęty, za co niniejszym składam serdeczne podziękowanie dyrekcji gdańskiego ośrodka TVP. I wcale nie chodzi mi o to, że program, który dla naszych babć jest „kultowy”, stał się dla pokolenia młodych Kaszubów symbolem sztampy i obciachu. Nie chodzi o monopol informacyjny i faworyzowanie jednych kosztem drugich, np. pokazywanie relacji z promocji książki wydawnictwa X, przy jednoczesnym pominięciu wydawnictw Y i Z. W końcu „Rodna Zemia” to nie „Pegaz”, nie tylko z braku skrzydeł, po prostu niektóre rodziny są tak duże, że dla innych miejsca już nie wystarczy. „Rodna Zemia” jaka jest każdy widzi i każdy się jakoś do jej przaśności przyzwyczaił, więc nie dziękuję telewizji publicznej, że mniej czy bardziej delikatnie próbuje podnosić poziom swoich (zewnętrznych) produkcji. Wdzięczny jestem natomiast za to, że oto dzięki niej mamy wreszcie prawdziwy Dzień Jedności Kaszubów!</p>
<p>Ciekaw jestem czy władze naczelne ZKP, niczym Piotr Najsztub, w słusznym proteście przeciwko polskiej dominacji kulturowej dadzą się zamknąć w klatce przed gmachem telewizji. Niech nas zobaczą! Niechaj telewizja będzie byle jaka, ważne, żeby była kaszubska! We are united! Kashubian still alive!</p>
<p>Profesor Norman Davies napisał przed laty, że Polacy winni pomnik wystawić kanclerzowi Bismarckowi za to, że swoją polityką doprowadził do ich konsolidacji, przyczyniając się tym samym do ocalenia kultury polskiej. Żywię nadzieję, że już wkrótce w Rzeczpospolitej Polskiej zostanie zakazane publiczne używanie „gwary kaszubskiej”, za czytanie Remusa będziemy kierowani do ochotniczej służby wojskowej w Afganistanie, a za przepisywanie wierszy Trepczyka szkólni z Kaszub zsyłani będą na Podlasie. Żadnego radia dla Kaszubów, żadnej telewizji! Im gorzej tym lepiej! Zbytnie przyzwyczajenie do wolnościowych zdobyczy rozleniwia, a przecież wolność nigdy nie jest dana raz na zawsze nawet nam. To też pożyteczna lekcja.</p>
<p>Wypada mieć nadzieję, że broniąc słusznej sprawy – kaszubskiej obecności w telewizji publicznej ,nie wylejemy dziecka z kąpielą. Dziś nikt nie ogląda telewizji dlatego, że jest „nasza” czy „nienasza”, tylko dlatego że jest dobra. Z nudnymi programami rozprawiamy się za pomocą pilota do telewizora. Życzyłbym sobie, aby kaszubskojęzyczny program – nawet z polskimi napisami u dołu – chcieli oglądać wszyscy z powodu jego atrakcyjności, skoro kaszubskość nie jest dla nie-Kaszubów atutem. Mam również nadzieję, że obecna historia nie skończy się na generowaniu kolejnych protestów, bowiem potrzebna jest merytoryczna dyskusja z udziałem medioznawców – proponuję tytuł spotkania: „Czy warto płakać po &gt;&gt;Rodnej Zemi&lt;&lt;”? (-)</p>
<p>==============</p>
<p><strong>Niniejszy felieton stał się przyczyną mojego rozbratu z redakcją miesięcznika Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego &#8220;Pomerania&#8221;.</strong> Tekst został przyjęty do druku w numerze wrześniowym czasopisma w dniu 13 sierpnia br., dzień później został przez redakcję wycofany. Szczegóły &#8220;Wojny o &gt;&gt;Rodną Zemię&lt;&lt; pomijam.</p>
<p>Uczciwość wymaga dodania, że zamierzałem zrezygnować ze współpracy z &#8220;Pomeranią&#8221; ze względów osobistych od stycznia 2009 r. Stało się inaczej, ponieważ nie mogłem przystać na zbyt daleko idącą ingerencję w mój tekst, który jakoby szkodzi Kaszubom.</p>
<p>&#8220;Rodnej Zemi&#8221; życzę powrotu na antenę Telewizji Polskiej &#8211; mam nadzieję że w nowej formule. Kultura (Kaszubi nie są żadnym wyjątkiem) nie znosi monopolu.</p>
<p>* * * * * * *</p>
<p><strong>Tekst felietonu przed publikacją (przypominam uzgodnioną 13.08.2008)  dostał się w ręce red. Eugeniusza Pryczkowskiego z &#8220;Rodnej Zemi&#8221;.</strong> W rezultacie dzień później otrzymałem od niego emaila (w nawiasach pomijam fragmenty dotyczące innych osób; pisownia oryginalna):</p>
<p><em>&#8221; <strong>Czwartek, 14 Sierpnia 2008 09:39</strong></em></p>
<p><em>Dla naszych babć jest &#8220;kultowa&#8221;,</em></p>
<p><em>W moich refleksjach, które pewnie wnet opublikuję w książce &#8220;Wojna o Rodną Zemię&#8221; przybliżyłem proces skostnienia stereotypów w kaszubskich umysłach. Samo używanie języka kaszubskiego w programie jest dla takich jak Piechowski świadectwem kierowania programu do &#8220;babć&#8221;. I na to nikt nic nie poradzi.<br />
Najpierw musi umrzeć żywa (naturalna) kaszubszczyzna, by było za czym zatęsknić. Dlatego dziękuję Piechowskiemu za kolejne świadectwo. Nawet listy [...] (dołączam) i setek innych młodych ludzi nic nie zmienią w takich umysłach.</em></p>
<p><em>A zatem &#8211; Tómku &#8211; hola hejda z Kaszub jesmë më (Tómkowie wszystkich krajów łączcie się, żeby wam sił nie zbrakło). Pamiętasz Twoją słynną wypowiedź na Naszych Zasobach (ona chyba tam jeszcze jest, w razie czego mam ją w wydrukach swoich), że gdyby zniesiono odpusty w sanktuariach na Kaszubach,<br />
to by zabrakło tematów do Rodny Zemi. No świetny tekst! Bluzgaj więc ile się da nadal. Dajesz mi tyle refleksji. Brakuje mi ich wciąż. Przede wszystkim bluzgaj na mnie, bo wtedy będziesz miał więcej radości. Nie warto bluzgać na słabych, bo jaka byłaby to satysfakcja!??? A w gruncie rzeczy jednak uderzasz w dziesiątki tysięcy młodych ludzi. Dlatego wolę przyjąć to na siebie, bo trudno byłoby mi zgodzić się na obrażanie moich widzów. Wara bratku, oj wara!!!</em></p>
<p><em>No cóż, jest to trudny czas dla ruchu kaszubskiego. Tym trudniejszy, że swoi go kalają. TV skrzętnie wszystko obserwuje i notuje. Zniszczcie więc ten program i wyrugujcie całkowicie kaszëbiznę z TVG. Ja będę miał przynajmniej czyste sumienie. Zrobiłem ile się dało.</em></p>
<p><em>[...] wypadałoby po prostu milczeć do czasu przywrócenia programu. A potem ew. niech się &#8220;wyszumią&#8221; tacy jak Piechowski, którzy do końca nie rozumieją komu szkodzą. Podkreślam &#8211; najmniej mnie!!! [...]</em></p>
<p><em>EP</em></p>
<p>* * * * * * *</p>
<p>Być może uprzejmość nakazywałaby odpowiedzieć red. E. Pryczkowskiemu na ten list, ale nie wiem jak ustosunkować się do supozycji w rodzaju:</p>
<p><em><strong>&#8220;Samo używanie języka kaszubskiego w programie jest dla takich jak Piechowski świadectwem kierowania programu do &gt;&gt;babć&lt;&lt;.&#8221;</strong></em></p>
<p>(Gdzie Pan to wyczytał, skoro ja tak nie napisałem?)</p>
<p>Czy stwierdzeń:</p>
<p><em><strong>&#8220;No cóż, jest to trudny czas dla ruchu kaszubskiego. Tym trudniejszy, że swoi go kalają.&#8221;</strong></em></p>
<p>Nolens volens &#8220;awansowałem&#8221; na wroga Kaszubów, cieszę się chociaż że jestem &#8220;swój&#8221; bo jeszcze kilka lat temu wypominano mi urodzenie na Kociewiu. Podobnie nie tak dawno nie otrzymałem pracy w jednej z instytucji państwowych &#8211; pomimo wygranego konkursu &#8211; z powodu &#8220;nacjonalizmu kaszubskiego&#8221;.</p>
<p>Redaktor E. Pryczkowski przyrównał mnie już kiedyś do <strong>esbeków</strong> (w roku 1989 miałem 15 lat) tylko z tego powodu, że zwróciłem mu uwagę, iż nie jest AUTOREM a REDAKTOREM jednej z książek wydanych w jego oficynie. Uwaga była życzliwa, wypowiedziana prywatnie, bez cienia uszczypliwości &#8211; jako (niegdyś) bibliograf i bibliotekarz, potrafię odróżnić dzieło autorskie od zbioru cudzych tekstów. Niestety, nie zostałem zrozumiany, za to otrzymałem cenną lekcję. Brzmi ona: krytykuj &#8211; byle za plecami, dawaj fałszywe świadectwo, ale patrząc w oczy, uśmiechaj się. Miej zestaw poglądów na każdą okazję &#8211; nie będziesz miał wrogów. Niestety &#8211; nie potraktowałem jej na serio.</p>
<p>Dlatego dziś żegnam się z Czytelnikami &#8220;Pomeranii&#8221; &#8211; pierwsza &#8211; i mam nadzieję &#8211; ostatnia ofiara wojny o &gt;&gt;Rodną Zemię&lt;&lt;. Jestem Wam wdzięczny, że wytrzymaliście ze mną tak długo. Redakcji zaś dziękuję za dotychczasową współpracę prosząc o puszczenie w niepamięć błędów, których nie udało mi się uniknąć. Są wśród nas Kaszubów ludzie doskonali, nieomylni i &#8211; chciałoby się powiedzieć &#8211; genialni, ale ja do nich nie należę. Po stokroć więc dziękuję za wszystko co dobre!</p>
<p>Tomasz Żuroch-Piechowski</p>
<p>PS Panu red. E. Pryczkowskiemu dziękuję natomiast, że zapożyczając (nie chciałbym napisać: kradnąc) z mojego felietonu tytuł swojej przyszłej książki &#8220;Wojna o Rodną Zemię&#8221; docenił moje poczucie humoru.</p>
<p>Tczew, 23/24.08.2008 r.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&#038;p=125</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyznania &#8220;prowodyra&#8221;. Głos w dyskusji o hymnie kaszubskim</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=124</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=124#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Jun 2008 19:53:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pomerania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=124</guid>
		<description><![CDATA[W ostatnim numerze „Pomeranii” Teresa Hoppe podjęła się obrony „Marsza Kaszubskiego” Hieronima Derdowskiego, przez wielu Kaszubów, może nawet przez większość uznawanego za hymn. Przy tej okazji zarzuciła mi, że na portalu &#8220;Nasze Kaszuby&#8221; napisałem obraźliwy tekst, ośmieszający hymn kaszubski, mieszając do tego ks. Zbigniewa Kulwikowskiego, który wcześniej brał udział w debacie radiowej i prasowej na [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 43.5pt;"><span style="color: black;">W ostatnim numerze „Pomeranii” Teresa Hoppe podjęła się obrony „Marsza Kaszubskiego” Hieronima Derdowskiego, przez wielu Kaszubów, może nawet przez większość uznawanego za hymn. Przy tej okazji zarzuciła mi, że na portalu &#8220;Nasze Kaszuby&#8221; <em>napisałem obraźliwy tekst, ośmieszający hymn kaszubski, mieszając do tego ks. Zbigniewa Kulwikowskiego, który wcześniej brał udział w debacie radiowej i prasowej na ten temat.</em><strong> </strong>Przyznaję się do braku szacunku dla tzw. hymnu kaszubskiego autorstwa H. Derdowskiego, co wyraziłem wielokrotnie nie tylko w prozie, ale i w wierszu „Hymn kaszubski, czyli polski”, opublikowanym przed kilku laty w undergroundowym lubelskim czasopiśmie „Ulica Wszystkich Świętych”. Od razu wyjaśniam, że piszę „tzw. hymnu”, gdyż sam autor utworu tak go nie nazwał – jest to więc jedynie konwencja, w dodatku nie akceptowana przez wszystkich. Nie zgadzam się jednak ze stwierdzeniem, jakobym do czegokolwiek „mieszał” ks. Zygmunta Kulwikowskiego.<span id="more-124"></span> W cytowanym wyżej zdaniu Teresy Hoppe dostrzegam zresztą sprzeczność logiczną. Jak mogłem „wmieszać” do dyskusji osobę, która sama <em>brała udział w debacie radiowej i prasowej na ten temat</em>? Aby nie być gołosłownym, zacytuję początek tekstu, który pleban z Żelistrzewa przesłał do redaktora portalu Nasze Kaszuby z prośbą o jego publikację:<em> Od kilku miesięcy, ludzie nie będący Kaszubami, a osiedleni na kaszubskiej ziemi, a także sami Kaszubi o poglądach liberalnych oraz spod znaku cyrkla, fartuszka i słoneczka czynią starania o zmianę znanego i bardzo cenionego od dawien dawna hymnu kaszubskiego: „Tam gdze Wisła òd Krakòwa”.</em> Dalej stawia on tezę i próbuje ją udowodnić, że głównym zamysłem osób <em>czyniących starania o zmianę</em> hymnu kaszubskiego jest usunięcie z niego odwołania do Boga.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 43.5pt;"><strong>Strzelanie sobie w stopę</strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Jeśli dyskutant (niezależnie od jego statusu społecznego) już na początku debaty wytacza najcięższe działa, zarzucając adwersarzom bezbożność i sugerując, że należą oni do stowarzyszeń masońskich (sądzę bowiem, że figura retoryczna o <em>cyrklu, fartuszku i słoneczku </em>nie odnosiła się do skąpo odzianego geodety biegającego po polu w upalne popołudnie), do których przynależność z mocy prawa kanonicznego powoduje ekskomunikę z Kościoła Rzymskokatolickiego, oznacza to, iż jego zamysłem jest dyskredytacja przeciwników ideowych w oczach społeczności kaszubskiej. Uznałem, że dyskusja z ks. Kulwikowskim przy przyjmowaniu tego rodzaju założeń wyjściowych ma mniej więcej taki sens, jak negocjacje podziemnego rządu RP z generałem Iwanem Sierowem.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Ze wszystkich zarzutów, które wyszły spod pióra duchownego, przyznaję się jedynie do liberalizmu, gdyż słowo to ma dla mnie konotacje jednoznacznie pozytywne. Sięgając do łacińskiego źródłosłowu tego terminu, dowiadujemy się, że „liber” oznacza człowieka wolnego. Wolność jest dla mnie wartością najwyższą, wyższą nawet niż życie samo. Nie warto żyć, będąc zniewolonym, czy też znosząc z pokorą ów stan. Powstaje jednak problem, czy „wolność” jest kategorią chrześcijańską? Jest to pytanie o charakterze retorycznym, skoro autor „Listu do Galatów” powiada, że „Do wolności wyswobodził was Chrystus” (5,1). Uważam zatem, że stawiając w jednym rzędzie przeciwników wiary i ludzi miłujących wolność, duchowny z Żelistrzewa strzelił sobie w stopę.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><strong>Spieranie się jest dobre</strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;"> </span></p>
<h3><span style="color: black;"> </span></h3>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42.75pt;"><span style="color: black;">Wracając do tekstu Teresy Hoppe, nie będę odnosił się do szczegółowej argumentacji za „hymnem” Derdowskiego, ponieważ czyniłem to kilkakrotnie w innym miejscu. Ostatnio na łamach „Dziennika Bałtyckiego” (z 30 czerwca 2006 r.) w artykule „Niech każdy śpiewa swój hymn”, polemizując z prof. Józefem Borzyszkowskim. Tu powtórzę jedynie konkluzję: <em>Zwolennicy pieśni Derdowskiego powołują się na jej długoletnią tradycję, dzięki której jakoby jest ona lepsza od pieśni Trepczyka. Jednak tradycja to nie Mojżeszowe tablice spisane w kamieniu, tylko pulsujące źródło żywej kultury, z którego pewne elementy się wybiera, a inne odrzuca lub marginalizuje. Gdyby było inaczej Kaszubi wyznawaliby dziś „tradycyjne” pogaństwo, „tradycyjnie” uprawiali piractwo morskie, używali „tradycyjnych” lamp naftowych i śpiewali „tradycyjny” hymn Cesarstwa Niemieckiego „Boże chroń naszego cesarza”, którego przecież uczyli się w szkołach nasi pradziadowie.</em></span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">W dyskusji na temat tego, która pieśń powinna pełnić rolę hymnu i lepiej się do tego nadaje nie tylko ze względu na tradycję, ale i funkcje pełnione przez tego rodzaju pieśń, przytoczono już większość możliwych argumentów. Ostatnio uczynił to Dariusz Szymikowski, opowiadając się zdecydowanie za „Zemią Rodną” Jana Trepczyka. Podzielam jego tezy, dostrzegając w nich także echa moich wcześniejszych wypowiedzi. Nie wdając się w analizę filologiczną obydwu pieśni, pragnę zaznaczyć, że spór o hymn jest dla mnie objawem jak najbardziej zdrowym i – paradoksalnie – świadczy o dobrej kondycji społeczności kaszubskiej. Jeśli się spieramy, to znaczy, że jeszcze nam na Kaszubach zależy. W istocie bowiem jest to spór nie o tę czy inną linijkę tekstu lub jego melodię, tylko o tożsamość kaszubską – o to, kim jesteśmy my, kim będą nasze dzieci i wnuki.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><strong><span style="color: black;">Polska wiara</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Rację ma Teresa Hoppe, pisząc, że krytykom pieśni Derdowskiego najbardziej przeszkadzają słowa <em>polska wiara, polska mowa</em>. Jako osoba poczuwająca się do narodowości kaszubskiej źle bym się czuł będąc przymuszany do śpiewania pieśni, która gloryfikuje polską mowę, choćby dlatego, że przez lata komunistycznej opresji władza ludowa i jej janczarowie – także kaszubskiego pochodzenia – utrzymywała, że nie istnieje coś takiego jak język kaszubski. Jako chrześcijanin konfesji augsburskiej czuję się natomiast nieswojo, gdy kwestie wyznania rzymskokatolickiego wynosi się na sztandary i łączy z tą czy inną narodowością. Wolałbym, aby sprawy wiary były nie tyle przedmiotem deklaracji czy hymnów, ile kwestią sumienia i działania zgodnie z prawdą, którą się wyznaje. Za zupełne nieporozumienie uważam także powielanie kontrreformacyjnego stereotypu Polak-katolik, Niemiec-luteranin. Zagrożenia związane z tego rodzaju uproszczeniem rozumiał dobrze dr Florian Ceynowa, tłumacząc na nasz język ojczysty „Mały Katechizm” ks. dr. Marcina Lutra. Niestety, był w swojej trosce o Kaszubów-luteran osamotniony, dlatego nie wytworzył się w XIX wieku ponadreligijny wzorzec kaszubskości. Dziś nie ma już pośród nas Słowińców, bo kilkadziesiąt lat po Ceynowie więcej ich łączyło z luterańskimi Niemcami niż z katolickimi pobratymcami – Kaszubami i opuścili Polskę nie tylko z powodu fatalnej polityki władz, ale i z poczucia wyobcowania.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Słowińców nie ma, są za to Kaszubi innych wyznań, na przykład prawosławnego, są także agnostycy i ateiści. Byłoby dobrze, gdyby żaden z nich nie czuł się teraz i w przyszłości Kaszubą pośledniejszej kategorii tylko dlatego, że nie podziela „polskiej wiary”. Jeśli chcemy oddawać cześć Bogu, śpiewajmy psalmy i chorały, a nie hymn kaszubski. Mieszanie spraw transcendentalnych z doczesnym prowadzi zwykle do instrumentalizacji religii, co daje się także zauważyć w obrębie samego Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Znam Kaszubów, których religijność zanika w momencie, gdy z zebrania wychodzi ekipa telewizyjna.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Elity kaszubskie u progu XX wieku nie miały przed sobą „trzeciej drogi” kaszubskiej, stojąc więc w rozdarciu pomiędzy kulturą polską i niemiecką, wybrały tę pierwszą, abyśmy nie przepadli w otchłani historii niczym Wieleci, Obodryci czy Prusowie. Chwała młodokaszubom i ich następcom, za „Realpolitk” i hasło „co kaszubskie to polskie”, które na owe czasy było skuteczną formą obrony przed germanizacją. Jednak dwie wojny światowe już dawno się skończyły, kontekst waśni polsko-niemieckich, sporów granicznych, terytorialnych i „o rząd dusz” mamy już na szczęście za sobą. Dlatego uważam, że na dzień dzisiejszy aktualne jest inne hasło: „Co kaszubskie to kaszubskie, a co polskie to polskie”. Nie spotkałem jeszcze w dziejach świata grupy, która chciałaby zachować własną odrębność podkreślając elementy, które łączą ją z sąsiednim narodem, a nie te, które ją od niego różnicują. Jesteśmy więc pewnego rodzaju kuriozum, nie chciałbym powiedzieć anomalią.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><strong><span style="color: black;">Gwałt na tożsamości</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Rozmawiałem niedawno z wybitnym naukowcem kaszubskim o naszej historii. Na koniec zapytałem, ile z jego dzieci jest Kaszubami. Co odrzekł&#8230;? „Ja jestem ostatni”. Odpowiadając na inne „prowokacyjne” pytanie ten sam człowiek wprost przyznał to, czego nie wyczytamy w jego dziełach – na Kaszubach wszystko zmierza do ujednolicenia, inaczej mówiąc do polonizacji. Jego zdaniem to proces naturalny, od którego nie ma odwrotu. Jeśli wszystko zostanie tak jak jest, jeśli odpowiada nam rola mniejszości „filologicznej”, to z bólem serca będę musiał przyznać profesorowi rację. Póki co jej odmawiam twierdząc, że najpierw należy wzmacniać kaszubską świadomość i poczucie odrębności, a za tym samoistnie pójdzie pragnienie ocalenia języka.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Nie jestem wrogiem Polski ani Polaków. Nienawiść to uczucie, które najbardziej niszczy tego, który nienawidzi. Jako chrześcijanin staram się przed nim bronić. Nie znaczy to jednak, że w imię dobrych relacji z polską większością, a zwłaszcza z polską władzą, gotów jestem wyzbyć się własnej tożsamości i śpiewać pieśń o tym, iż to co mi najdroższe, jest polskie. Jestem Kaszubą, Pomorzaninem, Kociewiakiem, ale nie Polakiem, chyba że za definicję polskości przyjmiemy roboczo posiadanie polskiego obywatelstwa – wówczas gotów jestem uznać się za rodaka Rogera Guerreiry, Emmanuela Olisadebe i Aloszy Awdiejewa. Dodam jeszcze, że w przeszłości istniał model polskości, w którym czułbym się „u siebie”. Symbolizowało go pojęcie „Korona Królestwa Polskiego”. Polakiem był wówczas ten, kto zachowywał lojalność wobec królestwa i uczciwie wypełniał swoje obowiązki, niezależnie od tego jakiej był religii i języka. Niestety, w czasach bardziej nam współczesnych pojęcie „polskości” i „patriotyzmu” zostało zawężone oraz zawłaszczone przez ideologię postendecką. Nie ma w niej miejsca dla Kaszubów, Ślązaków i Żydów.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Przedstawione powyżej przyczyny sprawiają, że nie mogę śpiewać pieśni, która dokonuje symbolicznego gwałtu na mojej tożsamości. Niestety, docierają do mnie sygnały świadczące o tym, iż w ZKP podjęto próby, aby gwałt ten usankcjonować i zadekretować, że hymnem kaszubskim jest pieśń Hieronima Derdowskiego. Zrzeszenie zawsze szczyciło się szerokim zakresem wewnętrznego pluralizmu – choć losy Aleksandra Labudy, Jana Trepczyka i Jana Rompskiego świadczą, że nie zawsze słusznie – ale jeśli wolność sumienia jest dla nas rzeczą istotną, żaden Kaszuba nie ma prawa narzucać drugiemu Kaszubie jaką pieśń powinien uważać za własny hymn. Zmienię zdanie, jeśli powstanie pomorski parlament wybrany w demokratycznych wyborach i uchwali hymn, z którym będą mogli utożsamiać się wszyscy Pomorzanie, niezależnie od pochodzenia etnicznego.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="color: black;"> </span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong><span style="color: black;">Język stanu wojennego</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Artykuł Teresy Hoppe, podobnie jak jej wcześniejsze wypowiedzi w internecie, jest mocno nacechowany emocjonalnie. Autorka ma poczucie misji i walki o słuszną sprawę. Cieszę się, że są pośród nas nie tylko politycy, ale i ludzie, którzy mają własne poglądy i ich bronią, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. Martwi mnie jednak poziom tej debaty. Język ostatniego artykułu pełen jest epitetów. Zwolennicy pieśni Trepczyka, to – zdaniem T. Hoppe – „kilka młodych stażem i wiekiem osób”, które uzyskują w „raczej peryferyjnych, środowiskach kaszubskich posłuch”, „grupa ta uzurpuje sobie prawo do manipulacji”, a jej domniemani członkowie wymienieni z nazwiska, to „prowodyrzy”. Język, którym operuje autorka nie jest językiem dialogu, tylko stanu wojennego – dosłownie i w przenośni. Ustawiczne podkreślanie „młodości” przeciwników ideowych świadczyć ma chyba o niedojrzałości. Byłbym jednak ostrożny w takim rozkładaniu akcentów, ma ono bowiem niewiele wspólnego z rzeczywistością – znam zwolenników pieśni „Zemia Rodnô” jako hymnu kaszubskiego, którzy dobiegają siedemdziesiątki. Ponadto doświadczenie podpowiada mi, że w wieku technologii cyfrowych i swobodnego przemieszczania się, osoby starsze również mogą czegoś się nauczyć od młodszych, oczywiście jeśli zechcą.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><em><span style="color: black;">(&#8230;) demokracja bez uszanowania autorytetów staje się po prostu anarchią, która prowadzi nie do zwycięstwa, lecz do zguby. Czy tego chcemy dla kaszëbizny?</span></em><span style="color: black;"> – zapytuje T. Hoppe zwolenników „Zemi Rodnej”. Jako jeden z nich odpowiadam: oczywiście, że nie! Jednak demokracja zbytnio zapatrzona w autorytety wyradza się w autorytaryzm, a jeszcze częściej w serwilizm. Nie tak znowu dawno Jan Trepczyk, jeden z najwybitniejszych poetów kaszubskich, był atakowany w ZKP za swoje poglądy. Twierdził bowiem, że kaszubszczyzna to odrębny język słowiański, a nie polska gwara. Jego utytułowani przeciwnicy zarzucali mu – o ironio – brak szacunku dla autorytetów naukowych i brak wykształcenia. Sytuacja uległa zmianie dopiero wówczas, gdy „nieuka” Trepczyka wziął w obronę utytułowany naukowiec – co charakterystyczne – spoza naszego hermetycznego środowiska, który zajmował się badaniem peryferyjnego ludu na wyspach japońskich. Kto wie, czy w późniejszym okresie doczekalibyśmy się ustawy chroniącej i sankcjonującej status prawny kaszubszczyzny jako odrębnego języka, gdyby nie upór samotnego poety? Widzimy więc, że wolność jest niekiedy nie tylko wolnością „w” czy wolnością „ku”, ale i wolnością „od” autorytetów. W tym miejscu cisną mi się na usta słowa Czesława Miłosza („Traktat moralny”):</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Nie jesteś jednak tak bezwolny,</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">A choćbyś był jak kamień polny,</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Lawina bieg od tego zmienia,</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Po jakich toczy się kamieniach.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;"> </span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><strong><span style="color: black;">Słowa i szable</span></strong></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Jeśli zależy nam na jedności Kaszubów, nie tylko postulowanej, ale rzeczywistej, to powinniśmy rozmawiać używając argumentów, a nie na epitetów. Teksty Teresy Hoppe (cytuję za portalem „Nasze Kaszuby” z 28.02.2008 r.) przesycone są dydaktyzmem (<em>Zapewne znalazłabym więcej dowodów pisanych na temat hymnu, ale na razie wystarczy</em>), paternalizmem (<em>Mam nadzieję, że Pan wie kim był Tadeusz Bolduan</em>) i przeświadczeniami niekiedy opartymi na założeniach, z którymi trudno na serio polemizować, gdyż mają wymiar nieomal kabaretowy. Aby nie być gołosłownym, przytoczę skierowane do mnie pytanie: <em>Ciekawe czy autor robi to</em> [tj. zdaniem T. Hoppe „ośmiesza hymn kaszubski”] <em>sam od siebie, czy go ktoś inspiruje, a może nawet mu za to płaci?</em> I dalej: <em>Proszę autora, żeby ten nieudolny bełkot wyciszył (&#8230;).</em> W ten sposób dyskusji wpisuje się znana wypowiedź prof. Józefa Borzyszkowskiego, który zwolenników „Rodnej Zemi” jako hymnu kaszubskiego nazwał „szalikowcami”. Ponieważ wszyscy dotychczasowi dyskutanci zabierający głos w sprawie hymnu to osoby wykształcone, możemy prześcigać się w słownych zaczepkach do nieskończoności, zamiast uznać, że warto podjąć rzeczywisty dialog. Słowne bitwy są zawsze lepsze niż potyczki na szable i kłonice, jednak zdaje mi się, że wśród tych, którzy „trzymają z Bogiem” tego rodzaju miłość bliźniego zwyczajnie trąci hipokryzją.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Dopóki nie uzgodnimy jednolitego stanowiska, choćby miało to trwać lat trzydzieści, dopóty każdy z nas powinien mieć możliwość śpiewania takiego hymnu, jaki jest najbliższy jego sercu. Dlatego choć sam nie przepadam za „Marszem Kaszubskim”, wstaję z krzesła, gdy śpiewają go inni Kaszubi, nie przez szacunek dla pieśni, ale dla nich samych. Przyznam, że musiałem dojrzeć do takiej postawy. Jeśli zostanę przymuszony przez Zrzeszenie do uznania tej pieśni za własny hymn, to będę zmuszony – z bólem serca – opuścić jego szeregi. Celem nadrzędnym dla mnie nie jest bowiem istnienie naszej organizacji, tylko odrodzenie tożsamości kaszubskiej i jej rozkwit także na tych terenach historycznego Pomorza, z których nasi ojcowie zostali wyparci. Pieśń Hieronima Derdowskiego, postaci niewątpliwie utalentowanej i wybitnej, nie oparła się próbie czasu i temu celowi już nie służy. (-)</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;">Tczew, 9/10 czerwca 2008 r.</span></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;">Artykuł ukazał się w miesięczniku &#8220;Pomerania&#8221; nr 7-8, 2008.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 42pt;"><span style="color: black;"> </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&#038;p=124</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Remanent</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=120</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=120#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 01 Feb 2008 23:12:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pomerania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=120</guid>
		<description><![CDATA[Uchylę rąbka tajemnicy: felieton na grudzień piszę już w listopadzie, w grudniu na styczeń i tak dalej. Tak więc kiedy u Państwa jest luty, ja wciąż tkwię w okolicach Bożego Narodzenia, które właśnie obchodzą prawosławni Kaszubi, albo w pobliżu Trzech Króli, świętowanych przez resztę pomorskich rodaków. Mam nadzieję, że mnie szefowa nie prześwięci za to, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Uchylę rąbka tajemnicy: felieton na grudzień piszę już w listopadzie, w grudniu na styczeń i tak dalej. Tak więc kiedy u Państwa jest luty, ja wciąż tkwię w okolicach Bożego Narodzenia, które właśnie obchodzą prawosławni Kaszubi, albo w pobliżu Trzech Króli, świętowanych przez resztę pomorskich rodaków. Mam nadzieję, że mnie szefowa nie prześwięci za to, że zdradzam sekrety redakcyjnej kuchni. Gdyby tak miało być, zobowiązuję się w ramach pokuty wykuć na pamięć pieśń „Tam gdze Wisła òd Krakòwa” razem z refrenem i straszyć nią kaszubskie dzieci. Chodzi oczywiście o mój wokal, a nie o przesłanie ideowe, które jest słuszne, skoro słuszne być musi. Vox populi vox Dei.<br />
<span id="more-120"></span><br />
Nowy rok to czas rozliczeń i porachunków, nie tylko w handlu. Porachowałem więc znajomych i przyjaciół, ale jakbym nie rachował, nijak nie mogę się wszystkich doliczyć. Robią mi na złość i umierają, a ja wciąż muszę się użerać z tym światem. Jedna tylko myśl mnie pociesza, że w końcu odgryzę się żywym i zstąpię na dno piekła, gdzie ciepło i przytulnie. Wreszcie będzie czas by pogadać osobiście z arcybiskupem i prałatami o tym jak się ma ewangeliczny ideał ubóstwa do praktyki dnia codziennego, albo dlaczego ludzie istniejący tylko potencjalnie (in vitro) są dla Kościoła Matki Naszej ważniejsi od tych, którzy już żyją, czują i tęsknią za własnymi dziećmi? Sam nijak nie mogę tego rozgryźć.</p>
<p>Święta przeżyłem radośnie – już po pierwszym listopada w sklepach rozlewała się niczym kipiące mleko tradycyjna nadwiślańska melodia „Last Christmas”. Później do Georga Michaela dołączyli Shakin Stevens oraz Krzysztof Krawczyk i zrobiło się przytulnie, zwłaszcza gdy zrobił się zator „na kasie”. Jednak pełni radości, potocznie zwanej nirwaną, doświadczyłem w samo Boże Narodzenie, kiedy sąsiedzi z góry włączyli „techniawę” (the młockarnia polish music), a ich pociechy wrzuciły na klatkę schodową dwie petardy. Moja żona, która ma powić dziecię w końcu stycznia, byłaby się pospieszyła wnet o miesiąc cały, tak podskoczyła do góry ze wzruszenia. To dobrze, że są jeszcze ludzie, którzy lubią bezinteresownie dzielić się z innymi swoją radością.</p>
<p>Uwielbiam czas świątecznego skupienia, gdy naród kupuje opłatki na sztuki a wódkę na kartony i tylko czasem przez głowę przemyka mi iście Brechtowska myśl, żeby wybrać sobie inny naród. Coś mnie tu jednak trzyma i przygina do ziemi. Myślę sobie, że jeśli nie jest to patriotyzm, to pewnie będzie reumatyzm. Za daleko jednak odbiegłem od tematu wigilijnej wieczerzy.</p>
<p>Pocieram czoło i sprawdzam, kto tym razem zrobił mi na złość. Żal ściska za gardło, gdy pomyślę, że już nigdy nie usiądę przy wspólnym stole z Panią Doktor Zofią Kratochwil, jak przed laty w warszawskim klasztorze oo. Kapucynów na Miodowej, gdzie zapoznała mnie z moją własną rodziną; rycerzem Mikołajem z Piechowic, który poległ w ostatniej wojnie z Krzyżakami w 1521 r., studentem medycyny Konradem Piechowskim z Kościerzyny zamordowanym przez NKWD w Starobielsku i jego bratem Wojciechem, polskim oficerem spod Monte Cassino. Dzięki Niej wsiadłem na rower i dojechałem do Stężycy, Czarliny, Piechowic, Dziemian, Łukocina i Rokitek, odkrywając że Ziemia Święta leży pod moimi stopami pośród modrych wód i leśnych piasków. Nie trzeba daleko jej szukać.</p>
<p>Pani Zofia przeżyła dziewięćdziesiąt osiem lat, prawie do końca pochylona nad książkami po polsku, niemiecku, łacinie i francusku, czytanymi bez pomocy słowników. Zmarła 29 października 2007 r. w Kobyłce pod Warszawą, z daleka od umiłowanego Lwowa. Jego fragment odnalazła nad Motławą &#8211; będąc w grodzie Świętopełka zawsze szła złożyć kwiaty pod pomnikiem króla Jana, który w pewien sposób też jest lwowskim wygnańcem.</p>
<p>Zofia Maria Kratochwil – tytan naukowej pracy, arystokratka ducha. Człowiek tak przeraźliwie skromny, że w końcu musiał zniknąć.</p>
<p>Boże, jak ta cisza krzyczy. (-)</p>
<p>&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p>Druk: &#8220;Pomerania&#8221; nr 2/2008.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&#038;p=120</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

