<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Myśleć samemu</title>
	<atom:link href="http://piech.stolem.net/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://piech.stolem.net</link>
	<description>Tomasz Żuroch-Piechowski</description>
	<lastBuildDate>Tue, 08 Sep 2009 22:33:27 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Samotność Alfonsa Flisykowskiego</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=171</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=171#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Sep 2009 22:21:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tygodnik Powszechny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=171</guid>
		<description><![CDATA[Serdecznie polecam mój artykuł pt. &#8220;Samotność Alfonsa Flisykowskiego&#8221; poświęcony obronie Poczty Polskiej w Gdańsku.
Od rana w kioskach, od teraz w sieci na stronie &#8220;Tygodnika Powszechnego&#8221;.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Serdecznie polecam mój artykuł pt. &#8220;Samotność Alfonsa Flisykowskiego&#8221; poświęcony obronie Poczty Polskiej w Gdańsku.</p>
<p>Od rana w kioskach, od teraz w sieci na stronie <a href="http://tygodnik.onet.pl/35,0,32789,samotnosc_alfonsa_flisykowskiego,artykul.html" target="_blank">&#8220;Tygodnika Powszechnego&#8221;</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&amp;p=171</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Szymankowo</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=164</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=164#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 29 May 2009 09:07:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tygodnik Powszechny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=164</guid>
		<description><![CDATA[W najnowszym numerze (22/2009, z 31.05.2009 r.) &#8220;Tygodnika Powszechnego&#8221; ukazał się mój artykuł pt. &#8220;Polska nas potrzebuje&#8221; opisujący mord na polskich kolejarzach i celnikach dokonany w Szymankowie pod Malborkiem 1 września 1939 r. przez bojówkarzy SA.
Od przyszłego tygodnia tekst będzie dostępny w całości na stronie internetowej &#8220;Tygodnika Powszechnego&#8221;, a także na tej stronie.
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W najnowszym numerze (22/2009, z 31.05.2009 r.) &#8220;Tygodnika Powszechnego&#8221; ukazał się mój artykuł pt. &#8220;Polska nas potrzebuje&#8221; opisujący mord na polskich kolejarzach i celnikach dokonany w Szymankowie pod Malborkiem 1 września 1939 r. przez bojówkarzy SA.</p>
<p>Od przyszłego tygodnia tekst będzie dostępny w całości na stronie internetowej <a title="&quot;Tygodnika Powszechnego&quot;" href="http://tygodnik.onet.pl/" target="_blank">&#8220;Tygodnika Powszechnego&#8221;</a>, a także na tej stronie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&amp;p=164</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tu, na Westerplatte</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=148</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=148#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Apr 2009 18:00:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tygodnik Powszechny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=148</guid>
		<description><![CDATA[W moim albumie znajduje się zdjęcie z wycieczki na Westerplatte, wykonane we wrześniu 1989 r., gdy zaczynałem naukę w liceum. Zapewne wielu z nas ma takie własne Westerplatte, utrwalone na papierze Orwo Color lub w odcieniach szarości. Westerplatte: symbol, przez władze PRL traktowany instrumentalnie.
Najbardziej charakterystycznym elementem krajobrazu dawnego skrawka Polski w Wolnym Mieście Gdańsku, jakim [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>W moim albumie znajduje się zdjęcie z wycieczki na Westerplatte, wykonane we wrześniu 1989 r., gdy zaczynałem naukę w liceum. Zapewne wielu z nas ma takie własne Westerplatte, utrwalone na papierze Orwo Color lub w odcieniach szarości. Westerplatte: symbol, przez władze PRL traktowany instrumentalnie.</strong></p>
<p>Najbardziej charakterystycznym elementem krajobrazu dawnego skrawka Polski w Wolnym Mieście Gdańsku, jakim była Wojskowa Składnica Tranzytowa na Westerplatte, jest dziś bryła Pomnika Obrońców Wybrzeża. Granitowy, 25-metrowy obelisk stanął obok dawnego Basenu Amunicyjnego, na kopcu ziemnym, który powstał jako skutek uboczny prac melioracyjnych przy poszerzaniu kanału portowego. Sztuczne wzgórze, wznoszące się 22,5 metra nad poziom morza, odmieniło całkowicie pejzaż terenu w stosunku do stanu z 1939 r.<span id="more-148"></span></p>
<p>„Piszesz mi, że tam, gdzie była placówka »Prom«, jeżdżą spychacze (&#8230;). Tak, mój kochany, ja to rozumiem, to wszystko czynią, by po walkach na Westerplatte nie pozostało żadnych śladów, gdyż uważają, że cel naszej walki był inny i spychał w cień inne walki, gdzie brali udział ludzie mający dziś coś do powiedzenia, ale my musimy się z tym pogodzić, bo nas jest mało i jesteśmy wszyscy na niskich stanowiskach i dlatego nie mamy żadnego wpływu. Ale i tak dobrze, że na Westerplatte budują wspaniały pomnik obrony Wybrzeża, a to już ma pewne swoje znaczenie historyczne&#8230;” – tak pisał w 1965 r. chorąży Jan Gryczman (1898–1985) do Michała Gawlickiego (1898–1977), także uczestnika walk na Westerplatte.</p>
<p><strong>Pepesza na pomniku</strong></p>
<p>Konkurs na pomnik został rozpisany w 1964 r. Spośród 63 nadesłanych projektów wybrano ten autorstwa Adama Haupta, Franciszka Duszeńki i Henryka Kitowskiego z dzisiejszej Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Pierwsi dwaj artyści mieli właśnie za sobą realizację pomnika Pamięci Ofiar Obozu Zagłady na terenie Treblinki II.</p>
<p>W 1965 r. przypadała 26. rocznica wybuchu II wojny światowej. Pomnik na Westerplatte odsłonięto rok później, nie wykorzystując tej okazji. Trudno przypuszczać, aby był to niezawiniony poślizg. Raczej władze nie zamierzały szczególnie celebrować wydarzeń z roku 1939, co intuicyjnie zauważył w swym liście Gryczman.</p>
<p>Pomnik na Westerplatte odsłonięto 9 października 1966 r. – w roku „Tysiąclecia Państwa Polskiego”. Jego przekaz ideowy był swego rodzaju majstersztykiem komunistycznej socjotechniki. Wśród inskrypcji umieszczonych na pomniku znajdują się napisy niebudzące żadnych wątpliwości interpretacyjnych: HEL, OKSYWIE, WESTERPLATTE, KOSYNIERZY GDYŃSCY czy NARWIK. Nie wiadomo, jakie czyny polskiego oręża mają natomiast upamiętniać inskrypcje: LA MANCHE, DUNKIERKA, MORZE ŚRÓDZIEMNE, ATLANTYK i MURMAŃSK. Zapewne niejeden turysta zastanawia się dziś też, nad jakim wybrzeżem leżą miejscowości LENINO i STUDZIANKI. W ten sposób „inne walki” spychały w cień dokonania załogi Westerplatte, która w 1939 r. zamiast wytrwać na posterunku przez nakazane rozkazem 12 godzin, broniła się przez 7 dni.</p>
<p>Napis POCZTA GDAŃSKA jest natomiast przykładem ignorancji historycznej. W ówczesnych realiach nazwa ta odnosiła się bowiem do poczty niemieckiej, a nie Poczty Polskiej w Wolnym Mieście Gdańsku przy pl. Heweliusza, której obrońców ma upamiętniać. Także warstwa ikonograficzna pomnika jest na bakier z historią. Stojący na jego szczycie żołnierz i marynarz dzierżą wspólnie&#8230; pepeszę. Trudno przypuszczać, aby obrońcy Helu czy Westerplatte bronili się przed Niemcami w 1939 r. sowieckimi pistoletami maszynowymi. Ale cel tego zabiegu był jasny: pomnik upamiętniać miał także tę część polskich sił zbrojnych, która w czasie wojny walczyła u boku Sowietów.</p>
<p><strong>Usłyszał, że „służył u Hitlera”</strong></p>
<p>„Ogromny był moralny wpływ obrony Westerplatte na kraj. Uporczywa obrona tego skrawka ziemi polskiej (&#8230;) mobilizowała do walki cały naród. Obrońcy Westerplatte już w dniach wrześniowych zostali publicznie uznani za bohaterów, (&#8230;) ponieważ swoją skuteczną walką czynnie wcielali w życie ideał społeczny – obronę przed atakującym wrogiem – byli dowodem żywych wartości moralnych, zdolnych do przeciwstawienia się najazdowi; prezentowali narodowi, którego armia musiała się cofać od pierwszych dni wojny, jego utajoną moc. I za to od razu zostali wyniesieni na wyżyny bohaterskiej legendy” – pisał Zbigniew Flisowski w książce „Tu na Westerplatte”, która ukazała się w 35. rocznicę wybuchu wojny.</p>
<p>Kryjący się za tymi słowami patos nie powinien jednak przesłaniać nam rzeczywistości PRL-u. W sierpniu 1956 r. westerplatczyk Jan Ziomek (1898–1978) pisał do wspomnianego wyżej Michała Gawlickiego, który w 1945 r., po przeżyciach wojennych, osiedlił się w Gdańsku i był jednym z inicjatorów powołania Związku Obrońców Westerplatte, wchłoniętego następnie przez ZBOWiD: „Ja, Michaś, radia słucham, tylko broń Boże z Warszawy, bo oni takie banialuki walą, że się słuchać odechciewa. My na początku byliśmy »bandziory imperialistyczne«, a teraz trochę inaczej do nas podchodzą. (&#8230;) zaraz po wojnie nawet nie przyznawałem się, że byłem na Westerplatte. Jak siedziałem na UB, podczas spisywania moich danych personalnych, podałem służbę na Westerplatte. Okrutnie mnie wówczas pobili za to&#8230; że służyłem u Hitlera, bo to było – według nich – w Niemczech. (&#8230;) Taki był dla mnie początek Polski kochanej, gdzie byle jaki pastuch dorwał się do władzy w MO i UB. Teraz trochę ich rozgonili – pasą byki w PGR-ach”.</p>
<p>Ziomek miał więcej szczęścia niż lekarz z Westerplatte, kapitan Mieczysław Słaby (ur. 1905), który po powrocie z niewoli podjął służbę w Ludowym Wojsku Polskim. Aresztowany pod absurdalnymi zarzutami przez UB, zmarł w trakcie śledztwa w 1948 r.</p>
<p><strong>Fasada i kulisy</strong></p>
<p>1 września 1957 r. w Gdańsku odbywał się Zjazd b. Obrońców Wybrzeża. Dwa tygodnie wcześniej ponownie doszło do wymiany listów między Gawlickim a Ziomkiem, który, choć bardzo pragnął, zmuszony był odmówić przyjazdu: „Po pierwsze, że ledwie chodzę o kiju jedynie po chałupie. Po drugie, brak grosza na podróż do Gdańska. I tak dostatecznie zapożyczyłem się na leczenie, nie wiem, kiedy oddam&#8230; Jakbym wyczuł przedtem, że na stare lata taki żywot będę miał, wolałbym zginąć jak inni koledzy na polu chwały na Westerplatte czy w lesie&#8230; Co my, Michaś, użyli z tego świata, prawie że nic. Jedna wojna, później druga – no i niewola, to już było najgorsze, bo człowiek traktowany był gorzej bydlaka. A teraz ta Polska kochana! Nie wolno ci nic powiedzieć, że się krzywda dzieje. Powiedzą, że stopa życiowa podnosi się, a po naszemu stopa podnosi się – tylko, że palce z butów wyłażą”.</p>
<p>Gorycz przebijająca z tych słów stoi w sprzeczności z patetycznymi opisami dotyczącymi Westerplatte, które pojawiały się wtedy w oficjalnych publikacjach. Bo władze PRL zawłaszczały tę przestrzeń do celów propagandowych: żelaznym punktem wizyt przedstawicieli „bratnich” narodów lub partii było Westerplatte. Jednak największym echem w Trójmieście odbiła się wizyta prezydenta Francji Charles’a de Gaulle’a w 1967 r. Wielu Polaków zapewne widziało w nim nie tylko głowę państwa, ale i bohatera II wojny.</p>
<p>O ile Westerplatte było propagandowo użyteczne, jako miejsce heroicznego oporu przed Niemcami, o tyle sami westerplatczycy nie mogli liczyć na pomoc państwa, a wielu z nich cierpiało biedę. Schorowani po wojennych przejściach, zwłaszcza w niewoli, nie zawsze byli w stanie zapewnić utrzymanie sobie i rodzinom. Wprawdzie czasem byli potrzebni do legitymizacji kolejnych obchodów, ale na co dzień (z wyjątkami) władze ich ignorowały.</p>
<p>Dotyczy to nie tylko czasu po Październiku 1956 r., ale całego okresu PRL-u. W 1970 r. samobójstwo popełnił strzelec Józef J., którego – według relacji wdowy – skłoniło do tego poczucie krzywdy w związku z niedocenianiem jego wojennych zasług przez ZBOWiD.</p>
<p>To najbardziej drastyczny przypadek. Pozostali westerplatczycy z mniejszą lub większą pokorą znosili swój los, odchodząc z tego świata – najczęściej z poczuciem krzywdy. (-)</p>
<p><a class="alignleft" title="Artykuł ukazał się w &quot;Tygodniku Powszechnym&quot; nr 15 z 12.04.2009 r." href="http://tygodnik.onet.pl/35,0,24978,tu__na_westerplatte,artykul.html" target="_blank">http://tygodnik.onet.pl/35,0,24978,tu__na_westerplatte,artykul.html</a></p>
<p>(c) Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk całości lub fragmentu bądź publikacja w innej formie wymaga zgody autora.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&amp;p=148</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Czy Kaszubi są separatystami?</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=107</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=107#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 27 Sep 2007 21:27:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obywatel]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=107</guid>
		<description><![CDATA[Mój artykuł o powyższym tytule, będący polemiką z Tomaszem Szczepańskim, ukazał się we wrześniowym numerze &#8220;Magazynu Obywatel&#8221;, który właśnie trafia do kiosków.
Co do mnie &#8211; jestem zdeklarowanym kaszubskim separatystą. Separuję się od głupoty moich drogich kaszubskich ziomków oraz braci Polaków (i braci Moskali).
O polityce nie piszę, bo to nudne. Śmieszy mnie jedynie, że kret KGB [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Mój artykuł o powyższym tytule, będący polemiką z Tomaszem Szczepańskim, ukazał się we wrześniowym numerze &#8220;Magazynu Obywatel&#8221;, który właśnie trafia do kiosków.</p>
<p>Co do mnie &#8211; jestem zdeklarowanym kaszubskim separatystą. Separuję się od głupoty moich drogich kaszubskich ziomków oraz braci Polaków (i braci Moskali).</p>
<p>O polityce nie piszę, bo to nudne. Śmieszy mnie jedynie, że kret KGB został doradcą prezydenta RP. Ciekawych dożyliśmy czasów&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&amp;p=107</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W sprawie „Polaków” w Wehrmachcie i SS</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=95</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=95#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Apr 2007 12:41:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Śmiech jest bronią (blog)]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=95</guid>
		<description><![CDATA[Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł Cezarego Gmyza „Nasi obcy” („Wprost” nr 16/2007) – o&#8230; no właśnie? O kim? Podtytuł „Polacy zgermanizowani w XIX wieku robili karierę w Wehrmachcie i SS” nie odzwierciedla w pełni rzeczywistości. Autor artykułu powołał się m. in. na moje ustalenia dotyczące Ericha von dem Bach-Zelewskiego, stąd pozwolę sobie na kilka słów dopełnienia. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł Cezarego Gmyza <a TARGET="_blank" HREF="http://www.wprost.pl/ar/?O=104854&amp;I=1269">„Nasi obcy” („Wprost” nr 16/2007)</a> – o&#8230; no właśnie? O kim? Podtytuł „Polacy zgermanizowani w XIX wieku robili karierę w Wehrmachcie i SS” nie odzwierciedla w pełni rzeczywistości. Autor artykułu powołał się m. in. na moje ustalenia dotyczące Ericha von dem Bach-Zelewskiego, stąd pozwolę sobie na kilka słów dopełnienia.<span id="more-95"></span> W artykule poświęconym tej postaci (<a TARGET="_blank" HREF="http://tygodnik.onet.pl/3229,1361279,dzial.html">„Tygodnik Powszechny”</a> z 22.09.2006 r.) wykazałem, że hitlerowski zbrodniarz manipulował własną biografią, eksponując czy wręcz wymyślając niemieckie wątki z dziejów własnej rodziny, zaś już w Norymberdze – polskie, ale nie ośmieliłbym się nazwać go „zgermanizowanym Polakiem”. Polakiem był niewątpliwie dziadek Ericha v. dem Bacha. Jednak jeśli uznamy, że Polakiem jest ten, kto miał dziadka Polaka, zbliżymy się niebezpiecznie do „standardów”, wyznaczonych przez ustawy norymberskie. Niech więc Polakiem będzie ten, kto się za takowego uważa i współtworzy kulturę polską, a nie ten, czyje nazwisko kończy się na „-ski”.</p>
<p>Wszystkie postaci wymienione przez C. Gmyza łączy wspólny mianownik – wywodziły się z pogranicza kulturowego – Kaszub i Śląska, gdzie świadomość narodowa nawet w jednej rodzinie nie była czymś raz na zawsze określonym. Skomplikowane dzieje polityczne tych regionów sprawiły, że procesy asymilacyjne przebiegały tam wielokierunkowo. Badając genealogie rodzin pomorskich, w tym własnej, przekonałem się, że nie istniało coś takiego jak „czysta” kultura polska czy „czysta” kultura niemiecka. Mój dziadek macierzysty ukrywał się przed poborem do Wehrmachtu w centrum Wolnego Miasta Gdańska u wuja Niemca, zaś pradziad ojczysty został zadenuncjowany przez polskich sąsiadów i rozstrzelany przez gestapo. Historia w skali „mikro” częściej bywa nauczycielką życia, niż wielkie syntezy.</p>
<p><em>„Fakt, że ludobójcy mieli polskie korzenie o niczym nie świadczy”</em> napisał Cezary Gmyz. <strong>Po przeczytaniu artykułu doszedłem jednak do całkowicie odmiennej konkluzji. </strong>Fakt, że opisani w nim niemieccy ludobójcy mieli słowiańskie korzenie świadczy przede wszystkim o tym jak wielkim oszustwem jest nacjonalizm podpierający się kryteriami rasowymi. Biografie von dem Bacha i jemu podobnych pokazują jak – poprzez fascynację zbrodniczą ideologią – przyzwoici młodzi ludzie przywiązani do takich wartości jak honor czy wierność, przemieniali się w bestie.</p>
<p>Nie brzmi to odkrywczo, ale warto powtarzać, że nie ma dobrych i złych narodów, są tylko ludzie, którzy swoim postępowaniem opowiadają się po stronie dobra lub zła. Jako konkluzję przywołam stwierdzenie śp. o. Józefa Marii Bocheńskiego: <em>„Niemcy to tacy sami Polacy jak my, tylko trochę inni”</em>.</p>
<p>Tomasz Żuroch-Piechowski<br />
publicysta miesięcznika „Pomerania”</p>
<p>&#8212;-</p>
<p>Przesłałem dziś tę polemikę do redakcji &#8221;Wprost&#8221; z prośbą o publikację. Redaktor C. Gmyz odpisał, że postara się o publikację tekstu u redaktora naczelnego &#8220;Wprost&#8221;. (-)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&amp;p=95</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Reanimacja Kaszubów we &#8220;Więzi&#8221;</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=93</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=93#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 06 Apr 2007 11:14:14 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Więź]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=93</guid>
		<description><![CDATA[Najnowszy numer miesięcznika &#8220;Więź&#8221; (4 (582)/2007), ukazujący się pod tytułem przewodnim &#8220;A to Polska właśnie&#8221; poświęcony jest mniejszościom narodowym, w tym Kaszubom i Ślązakom.
 „Polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie” – pisał Jan Paweł II w książce „Pamięć i tożsamość”. Różnorodność przez wieki tworzyła specyfikę i bogactwo naszej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Najnowszy numer miesięcznika &#8220;Więź&#8221; (4 (582)/2007), ukazujący się pod tytułem przewodnim &#8220;A to Polska właśnie&#8221; poświęcony jest mniejszościom narodowym, w tym Kaszubom i Ślązakom.</p>
<p><em><strong> „Polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie” – pisał Jan Paweł II w książce „Pamięć i tożsamość”. Różnorodność przez wieki tworzyła specyfikę i bogactwo naszej ojczyzny. Idea Polski jagiellońskiej – otwartej, gościnnej i zamieszkałej przez różne nacje, kultury i religie – wciąż jednak z trudem zdobywa należne jej miejsce w życiu Rzeczypospolitej.</strong> </em><span id="more-93"></span></p>
<p><em>Najnowszy numer „Więzi” poświęcony jest mniejszościom. Tym, które żyją w Polsce od wieków; tym, których poczucie odrębności podlega istotnym zmianom, jak Ślązacy czy Kaszubi; wreszcie tym, które są u nas od niedawna – społecznościom imigranckim, jak choćby coraz liczniejsi Wietnamczycy. Czy czują się tu u siebie? Jak sami siebie widzą? Czym żyją? Jak budują swe relacje z polską większością? </em><br />
Szczegółowy spis treści znajduje się <a href="http://www.wiez.com.pl/?s__miesiecznik_szczegoly.id__523" title="TUTAJ (kliknij)" target="_blank">TUTAJ (kliknij)</a>. Redakcja nadała mojej wypowiedzi własny tytuł: <strong>&#8220;Kaszubi: reanimacja trupa?&#8221;</strong> Uczyniono to bez konsultacji ze mną, ponadto zostałem niejako wywołany do głosu przez <strong>Bogumiłę Berdychowską</strong>, która przeinterpretowała moje stwierdzenia, dlatego ustosunkuję się do w/w kwestii w następnym numerze miesięcznika.</p>
<p>Tymczasem dziękuję całemu zespołowi &#8220;Więzi&#8221; za otwarcie łamów dla tematyki kaszubskiej i dotychczasową współpracę. No i za kaszubskiego gryfa na okładce, pośród innych symboli narodowych, które współtworzą tożsamość obywateli Rzeczpospolitej Polskiej.</p>
<p><a href="http://piech.stolem.net/wp-content/uploads/wiez_kwiecien_2007_okladka.jpg" title="Okładka “Więzi” nr 4/2007"><img src="http://piech.stolem.net/wp-content/uploads/wiez_kwiecien_2007_okladka.jpg" alt="Okładka “Więzi” nr 4/2007" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&amp;p=93</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Swastyka na czole wyryta</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=77</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=77#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Jan 2007 12:07:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tygodnik Powszechny]]></category>
		<category><![CDATA[Śmiech jest bronią (blog)]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=77</guid>
		<description><![CDATA[We wspólnej mogile pod Starogardem Gdańskim spoczęli obok siebie księża-Polacy i księża-Niemcy
„Z dwojga złego wolę las niż pole bitwy&#8221; – powiedział Merry Brandybuck, jeden z bohaterów Tolkienowskiej sagi „Władca Pierścieni&#8221;, gdy wraz z Pippinem Tukiem próbowali wymknąć się z rąk orków. Ta historia zakończyła się dobrze. W kraju Pomorzan las też miał ducha opiekuńczego. A [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>We wspólnej mogile pod Starogardem Gdańskim spoczęli obok siebie księża-Polacy i księża-Niemcy</p>
<p><strong>„Z dwojga złego wolę las niż pole bitwy&#8221; – powiedział Merry Brandybuck, jeden z bohaterów Tolkienowskiej sagi „Władca Pierścieni&#8221;, gdy wraz z Pippinem Tukiem próbowali wymknąć się z rąk orków. Ta historia zakończyła się dobrze. W kraju Pomorzan las też miał ducha opiekuńczego. A z czasem Kaszubi, Kociewiacy i Borowiacy przemianowali na Matkę Bożą poczciwą Borową Cotkę.</strong></p>
<p><strong><em>Pamięci księdza Juliana Piechowskiego z Jabłowa, zamordowanego w Szpęgawsku 16 października 1939 r.</em></strong></p>
<p>Starzy ludzie zachowali pamięć o tym, jak wyglądała Cotka: to miła staruszka, jej szata czerwona jak pień sosny i przepasana zielonym pasem z igliwia. Na czole ma diadem z szyszek, w lewej ręce dźwiga kosz z owocami lasu, w prawej kij, którym się podpiera. Ślad kultu Borowej Cotki przetrwał w ludowych pieśniach maryjnych, dlatego wiemy, że wystarczyło przewiązać się jej pasem, aby ochronić się przed robactwem.</p>
<p>Jesienią 1939 r. ten rytuał nie zadziałał. Właściwie nie wiadomo dlaczego. Może pobożni Pomorzanie już o nim zapomnieli i weszli do lasu bez ochrony? Zamiast pasa Borowej Cotki pojawiły się pożółkłe liście, butwiejące igliwie i robactwo. Ta historia nie zakończyła się dobrze.<span id="more-77"></span></p>
<p>Las,gdzie się rozegrała, rozpościera się na horyzoncie. Dorastałem w jego cieniu. Z okien wieżowca widziałem linię drzew w oddali. Dziś nie mieszkam w wieżowcu, z okna widzę morze. Ale wciąż żyję w cieniu Lasu, który nazywa się Las Szpęgawski. Mimo wielu odwiedzin nie spotkałem w nim ducha Borowej Cotki. Za to w gąszczu natknąłem się na neogotycką kaplicę cmentarną barona von Paleske.</p>
<p>W Lesie są też inne groby. Gdy dorosłem, skojarzyły mi się z tymi z telewizji na murawie stadionu w Sarajewie. W jednym z takich wielkich grobów leży dziadek mojego taty. Nasz krewny, ks. Julian Piechowski, spoczywa w innym, razem z ponad trzydziestką starogardzkich braci męczenników.</p>
<p>Las, biorący nazwę od wsi Szpęgawsk, rozpościera się między Starogardem Gdańskim a Tczewem na powierzchni ponad siedmiu tys. hektarów. Oba miasta pretendują do rangi „stolicy&#8221; Kociewia – regionu, który jest mniej znany niż Kaszuby, ale nie mniej pomorski.</p>
<p>Przed wybuchem II wojny światowej Starogard był średniej wielkości miasteczkiem, jednak silnie rozwinięty przemysł lokował go wśród znaczniejszych ośrodków miejskich województwa pomorskiego. Na skraju miasta, w Kocborowie, funkcjonował nowoczesny szpital psychiatryczny, a bliżej centrum stacjonował 2. Pułk Szwoleżerów Rokitniańskich. Żyli w Starogardzie autochtoni, polscy Kociewiacy, a także Polacy, którzy przybyli na Pomorze dopiero „gdy Polska wybuchła&#8221; w 1920 r., wreszcie Niemcy i Żydzi. Ze sobą, ale częściej obok siebie.</p>
<p>Jesienią 1939 r. Hitler ogłosił, że Pomorze „wróciło do niemieckiej ojczyzny&#8221;. Niemieccy ślusarze, kupcy i sklepikarze nałożyli opaski „Selbstschutzu&#8221; i zaczęli brać sprawy w swoje ręce. Najpierw wymordowali Żydów, potem przyszła kolej na Polaków.</p>
<p>Wśród oprawców prym wiodła młodzież, która nienawiść do tego, co polskie, wyssała zapewne z mlekiem matki. Genetyczna nienawiść Niemców do Polaków wyjaśnia prawie wszystko. Nie tłumaczy jedynie, dlaczego niektórzy z katów nosili nazwiska: Kaszubowski, Grabowski, Gierszewski, Konkel, Jutrowski, Świątek von Brzeziński, Danielski czy Maszkowski. Nie wyjaśnia również, dlaczego w masowych grobach obok Polaków z Kociewia i Kaszubów znaleźli się Niemcy.</p>
<p>Ale po kolei.</p>
<p>Duchowni zostali uznani przez hitlerowców za najbardziej niebezpiecznych agitatorów polskości na Pomorzu – obok nauczycieli, członków Polskiego Związku Zachodniego, urzędników z administracji państwowej i samorządowej. W dekanacie starogardzkim do gremialnej rozprawy z duchowieństwem przystąpiono nocą z 13 na 14 października 1939 r. Aresztowano wszystkich duchownych z wyjątkiem kilku księży emerytów – bodaj przez przeoczenie.</p>
<p>Dzięki zeznaniom kupca Franciszka Gołuńskiego z Sumina, złożonym po wojnie w sądzie grodzkim w Starogardzie, wiemy, kto odegrał kluczową rolę w aresztowaniach. 13 października około północy Gołuński usłyszał silnik ciężarówki. Półtorej godziny później zbudził go łomot do drzwi. Zobaczył dwóch mężczyzn, których znał sprzed wojny. Egon Sievert przebrany był w księżowskie szaty „tak, że na pierwsze wrażenie łudząco był podobny do księdza&#8221;, a Gerhard Wiechert „ubrany był w mundur podobny kolorem do tego, jaki nosiło przed wojną Wojsko Polskie&#8221;. Zapewne był to autentyczny mundur, bo hitlerowiec przed wojną służył jako podchorąży w pułku ułanów w Grudziądzu. Sievert był pracownikiem drogerii w Starogardzie, żonatym z Polką. Obaj zażądali pomocy w wyciągnięciu ciężarówki, która wpadła do rowu. Gdy okazało się, że Gołuński nie może im pomóc, poszli dalej.</p>
<p>Tymczasem przerażony Polak zastał na schodach skatowanego proboszcza z Sumina, ks. Reginalda Krzyżanowskiego. Zaproponował mu pomoc w ucieczce, ale ten mimo wybitych zębów, plując krwią i krztusząc się – odmówił. Nie chciał narażać na śmierć parafian. Opis cierpień zaznanych przez duchownego, liczącego wówczas 45 lat, jest zbyt drastyczny, by go przytaczać.</p>
<p>Po zarekwirowaniu we wsi koni, hitlerowcy wyciągnęli wóz z rowu i wrócili po ks. Krzyżanowskiego. Gołuński zapamiętał, że samochód pełen był odzieży należącej do duchownych. Część z niej odnalazła się potem w domu niejakiego Drewsa.</p>
<p>Akcja była dobrze skoordynowana. Oprócz duetu Sievert–Wiechert, znanego już z Sumina, udział w aresztowaniach brał Paul Drews: ślusarz-elektromonter, zatrudniony wcześniej w cukrowni w Pelplinie, członek NSDAP, jeżdżący po instrukcje do Gdańska. Od 5 września był szefem „Selbstschutzu&#8221; w Starogardzie. Organizacja ta służyć miała samoobronie Niemców przed rzekomym zagrożeniem polskimi bestialstwami. W rzeczywistości jej członkowie, znający polski i miejscowe realia, sporządzali listy proskrypcyjne, a później własnoręcznie mordowali sąsiadów. Drews jako przewodniczący starogardzkiego „Volksgericht&#8221; (tzw. sądu ludowego) został panem życia i śmierci tysięcy osób. Głównie śmierci.</p>
<p>O piątej trzydzieści rano przed budynek starogardzkiego więzienia zajechała ciężarówka, z której wyprowadzono 31 księży. Sievert i Wiechert przystrojeni w księżowskie birety i stuły, wspomagając się rewolwerami, ustawili duchownych w szereg. Naczelnik więzienia, SS-Unterscharführer Johann Wilhelm Fast nakazał strażnikowi Biernackiemu rozmieścić aresztantów w celach. Podobnie jak nowy starosta starogardzki Erwin Johst, Fast był obywatelem gdańskim. Księży pojedynczo doprowadzano do jego biura, gdzie poddano ich wstępnej rejestracji, co trwało około godziny. Przez cały dzień duchownych pozostawiono samym sobie. Bicie zaczęło się wieczorem.</p>
<p>Czternastego, pół godziny przed północą, a więc dobę po rozpoczęciu akcji aresztowań, do więzienia prócz naczelnika Fasta i starosty Johsta przybyli hitlerowski burmistrz miasta i właściciel drukarni „Danziger Vorposten&#8221;. Fast, z zawodu szewc, znany był z tego, że pił jak szewc. A kiedy pił, to i bił.</p>
<p>Jedynym duchownym, który nie został skatowany, to Kaszuba ks. Ignacy Stryszyk, wtedy lat 40. W międzywojniu był proboszczem parafii wojskowej św. Piotra w Starogardzie i kapelanem 2. Pułku. Brał udział w wojnie 1939 r. i dostał się do niewoli. Po zwolnieniu z oflagu osadzono go w starogardzkim więzieniu. Życie zawdzięcza przytomności umysłu: jeńcy wojenni podlegali innemu prawu niż cywile.</p>
<p>Oddajmy głos ks. Stryszykowi, który zimą 1940 r. w obozie koncentracyjnym Stutthof opowiadał towarzyszom niedoli: „Siedziało nas w więzieniu starogardzkim przeszło trzydziestu kapłanów z terenu całego powiatu. (&#8230;) Widziałem ich i rozmawiałem z nimi. A przede wszystkim słyszałem w nocy nieludzkie jęki katowanych. Straszne to były noce! Pijani członkowie »Selbstschutzu« i SS noc w noc obchodzili celę po celi, wyszukując die verflüchten Pfaffen [przeklętych klechów]. Krzyki katowanych były tak przeraźliwe, że choć na wojnie niejedną grozę widziałem, niczym one były w porównaniu z rozlegającymi się jękami wśród ciszy nocnej w więzieniu. Mnie nie bili, bo ilekroć i do mojej celi się dobierali, meldowałem, że podlegam władzom wojskowym jako urzędujący major-kapelan wojsk polskich&#8221;.</p>
<p>W czasie spaceru na więziennym dziedzińcu w dniu egzekucji ks. Ignacy rozmawiał z większością aresztowanych. „Wszyscy byli spuchnięci od razów i skrwawieni. Jedni, świeżo bici, byli fioletowo-krwawi, inni mieli ręce i twarze czarno-sine&#8221;. Szczególną litość wzbudzał 66-letni ks. dziekan Jan Doering z Kokoszków, któremu władze II RP przyznały Order Polonia Restituta za działalność niepodległościową w zaborze pruskim: ledwie stał na nogach. Proboszcz z Grabowa ks. Bolesław Gordon (lat 53) trzymał się za brzuch; naczelnik więzienia kopniakiem przebił mu przeponę brzuszną. Ks. Gordon, rodowity bydgoszczanin, był w 1918 r. delegatem na Sejm Dzielnicowy w Poznaniu. Los ks. Krzyżanowskiego już znamy.</p>
<p>Księża zostali ustawieni w szereg na korytarzu więziennym. Domyślali się chyba, co ich czeka. Jeszcze na dziedzińcu wzajemnie się wyspowiadali i jeden drugiemu dodawał otuchy. Sprzed bramy więzienia dobiegał terkot ciężarówki.</p>
<p>Lecz stało się coś dziwnego.</p>
<p>Wśród aresztowanych byli dwaj Niemcy: ks. Kasimir Schliep (lat 29), wikariusz z Lubichowa, i proboszcz z Bobowa ks. Josef Kuchenbecker (lat 58). Warto o nich pamiętać dziś, gdy na Pomorzu niektórzy duchowni za „wzór działalności ekumenicznej&#8221; uznają biskupa gdańskiego Carla Marię Spletta, który we wrześniu 1939 r. nakazywał wiernym modlitwy za Führera i zwycięstwo III Rzeszy.</p>
<p>Ks. Kuchenbecker nie posłuchał wezwania biskupa i hitlerowskich nakazów. Nie chciał brać udziału w farsie, odmawiając zgody na pochówek volksdeutschów rzekomo zamordowanych przez Polaków.</p>
<p>Był to ten ks. Kuchenbecker, który w 1919 r. odmówił parafianom zgody na śpiewanie „Boże, coś Polskę&#8221;, by nie czynić agory ze świątyni – w Polsce międzywojennej miano mu to za złe. 20 lat później, jesienią 1939 r., odmówił wygłaszania kazań w języku niemieckim dla swoich polskich parafian.</p>
<p>Wróćmy do więzienia. Skazańcy zgromadzeni na korytarzu usłyszeli krzyki w języku niemieckim. To ks. Josef Kuchenbecker gromił zbirów. Źle się to dla niego skończyło. Wspominał ks. Stryszyk: „Po chwili jednak urywają się tam za drzwiami krzyki, słychać rzężenie i jęki. Wreszcie otwierają się drzwi. Wychodzi ks. Kuchenbecker, lecz jakże zmieniony. Na czole wycięto mu nożem swastykę. Krew spływa mu obficie po oczach i wargach, plami ubranie. Ponieważ rąk z powodu zmasakrowania unieść nie może, by zetrzeć krew z oczu, posuwa się jakby omackiem ku naszemu szeregowi i dmucha, aby usunąć krew, zalewającą mu strumykami oczy i twarz&#8221;.</p>
<p>„Pytałem się pewnego razu Fasta, dokąd idzie wywożony transport księży. Odpowiedział mi, że do Bydgoszczy, 3 metry głęboko&#8221; – zeznał w 1946 r. emerytowany naczelnik starogardzkiego więzienia Marcin Żychski, który za okupacji został przymuszony do pomocy niemieckiej administracji. Odpowiedź Fasta była w połowie prawdziwa, nie zgadzał się tylko kierunek podróży duchownych z Kociewia.</p>
<p>Oddajmy ponownie głos ks. Ignacemu Stryszykowi, który relacjonuje, co się stało 16 października 1939 r. po wyjściu z „przesłuchania&#8221; ks. Kuchenbeckera: „Ja znowu oświadczam, że jestem jeńcem wojennym, i żądam przesłuchania przez sąd wojskowy. Po chwili jesteśmy na ciężarówce. W samochodzie cisza przerywana tylko tu i ówdzie szeptem modlitwy. Widzę zrezygnowane, pogodzone z losem twarze. Po chwili samochód staje. Wywołują: der Kriegsgefangene Ignatz Stryszyk raus [jeniec wojenny Ignacy Stryszyk wychodzić!]. Rzucam ostatnie pożegnalne spojrzenie braciom i opuszczam samochód. Widać, że mój protest uratował mi tym razem życie. Po chwili znajduję się w bramie więziennej. Odźwierny spojrzał na mnie jak na widmo zjawiające się w biały dzień. Zbladł i cofnął się&#8221;.</p>
<p>Ostateczne wątpliwości co do tego, dokąd wyjechali księża, wyjaśniła kolejna relacja, złożona przed sądem w 1946 r. Cztery dni po księżach do Lasu Szpęgawskiego wywieziono grupę nauczycieli, wśród nich Jana Kaczmarka z Żabna. W ostatniej chwili egzekucję odwołano, ale nauczyciel wrócił do więzienia dosłownie znad grobu. „Spód grobu pokryty był zwłokami ludzkimi, przy czym po widocznej jednolitej garderobie, a mianowicie po czarnych spodniach wszystkich pomordowanych, domyślam się, że mogli to być księża&#8221; – zeznał Kaczmarek.</p>
<p>Egzekucja księży była zaledwie preludium do mordów w Lesie Szpęgawskim, w wyniku których życie straciło około siedmiu tys. osób. Jako dziecko poznawałem historię z podręcznika, w którym napisano, że pierwsze masowe egzekucje cywilów na ziemiach polskich miały miejsce dopiero w grudniu 1939 r. w Wawrze i Palmirach. Las za oknem śpiewa inną pieśń: o krwi Pomorzan.</p>
<p>Część bohaterów dramatu przeżyła wojnę. Przywódca „Selbstschutzu&#8221; na okupowanym Pomorzu Ludolf von Alvensleben zmarł w 1970 r. w Argentynie. Jego starogardzcy poplecznicy doczekali emerytur w Niemczech. Nie dosięgła ich ziemska sprawiedliwość. Ks. Stryszyk przeżył wojnę i dał świadectwo. Zawdzięczamy je również innemu więźniowi Stutthofu i Oranienburga ks. Wojciechowi Gajdusowi, którego wspomnienia wydał w 1962 r. „Znak&#8221;.</p>
<p>Najbardziej zaskakująco potoczyły się pośmiertne losy ks. Kuchenbeckera. Wkrótce po jego śmierci wśród oprawców zapanował popłoch: z Gdańska nadeszła wieść, że księdza szuka minister spraw zagranicznych Rzeszy, który chciał go uczynić&#8230; mężem zaufania w „Okręgu Gdańsk – Prusy Zachodnie&#8221;.</p>
<p>„Szukać go będą zbiry, przesłuchiwać będą zbirów, aż wreszcie któryś się przyzna, że ów »mąż zaufania« III Rzeszy, Niemiec z krwi i przekonań, leży z innym również Niemcem ks. Schliepem we wspólnej mogile nad jeziorem Jammertal pod Starogardem&#8221; – pisał we wspomnieniach ks. Wojciech Gajdus (w kacecie nr 20998).</p>
<p>Legenda głosi, że jezioro leżące w środku Lasu, dziś zwane Płaczewskim, zawdzięcza swą nazwę zbrodni dokonanej w średniowieczu przez Krzyżaków. Jeśli opowieść ta jest prawdziwa, znaczy to, że zbrodnia lubi się powtarzać w tym samym miejscu. (-)</p>
<p>Dziękuję Honoracie Piłat ze Starogardu Gdańskiego za udostępnienie fotografii ks. Kuchenbeckera.</p>
<p>Artykuł ukazał się w <a title="&quot;Tygodniku Powszechnym&quot; nr 4/2007" href="http://tygodnik2003-2007.onet.pl/3229,26270,1387279,tematy.html" target="_blank">&#8220;Tygodniku Powszechnym&#8221; nr 4/2007</a>.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&amp;p=77</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jesień Kaszubów</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=66</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=66#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Nov 2006 09:41:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tygodnik Powszechny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=66</guid>
		<description><![CDATA[W bieżącym roku mija 50-lecie powstania Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Z tej okazji  opublikowałem artykuł w dodatku &#8220;Historia w Tygodniku&#8221; (nr 44/2006), pt. &#8220;Jesień Kaszubów&#8221; [kliknij]. Jako ciekawostkę dodam, że pierwotnie zatytułowałem tekst &#8220;Kaszubski bękart Października&#8221;, ale zmieniłem go na prośbę kolegów, którzy uważali, że może zostać opacznie odczytany, zwłaszcza przez osoby bez przygotowania historycznego. Kaszubi [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W bieżącym roku mija 50-lecie powstania Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Z tej okazji  opublikowałem artykuł w dodatku <a target="_blank" href="http://tygodnik.onet.pl/3229,12652,tematy.html">&#8220;Historia w Tygodniku&#8221; (nr 44/2006)</a>, pt. <a target="_blank" href="http://tygodnik.onet.pl/3229,12652,1368248,tematy.html">&#8220;Jesień Kaszubów&#8221; [kliknij]</a>. Jako ciekawostkę dodam, że pierwotnie zatytułowałem tekst <strong>&#8220;Kaszubski bękart Października&#8221;</strong>, ale zmieniłem go na prośbę kolegów, którzy uważali, że może zostać opacznie odczytany, zwłaszcza przez osoby bez przygotowania historycznego. Kaszubi nie dowiedzą sięz tekstu zbyt wiele nowego, ale dla Kaszubów publijkuję przede wszystkim w &#8220;Pomeranii&#8221;, zaś w &#8220;Tygodniku&#8221; dla osób, które o naszych sprawach wiedzą niewiele lub zgoła nic. (-)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&amp;p=66</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Eryk z Bogdańca, niewinny z Norymbergi</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=64</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=64#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 22 Sep 2006 06:30:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tygodnik Powszechny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=64</guid>
		<description><![CDATA[

Erich von dem Bach-Zelewski: na tropach kata Powstania Warszawskiego





Podawał się za potomka krzyżackiego komtura, uchodził za przedstawiciela pruskiej arystokracji. Heinricha Himmlera zapewniał, że jego przodkowie od zawsze wspierali niemczyznę na ziemiach objętych „polską zwierzchnością lenną&#8221; – czyli Pomorzu, a Himmler wziął te wyznania za dobrą monetę. Ale manipulacje własną biografią, jakich dokonywał Erich von dem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<table width="100%" cellspacing="0" cellpadding="0" border="0">
<tr>
<td class="tagline" style="padding-left: 0px">Erich von dem Bach-Zelewski: na tropach kata Powstania Warszawskiego</td>
</tr>
<tr>
<td><img width="1" height="10" border="0" src="http://tygodnik.onet.pl/0" /></td>
</tr>
<tr>
<td class="skrot" style="padding-left: 0px"><strong>Podawał się za potomka krzyżackiego komtura, uchodził za przedstawiciela pruskiej arystokracji. Heinricha Himmlera zapewniał, że jego przodkowie od zawsze wspierali niemczyznę na ziemiach objętych „polską zwierzchnością lenną&#8221; – czyli Pomorzu, a Himmler wziął te wyznania za dobrą monetę. Ale manipulacje własną biografią, jakich dokonywał Erich von dem Bach-Zelewski, nie skończyły się w 1945 r.</strong>Więcej w <a target="_blank" href="http://tygodnik.onet.pl/3229,1361279,dzial.html">&#8220;Tygodniku Powszechnym&#8221; (KLIKNIJ TUTAJ)</a>.</td>
</tr>
</table>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&amp;p=64</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Pół Kaszub, pół Niemiec, czyli cały Grass</title>
		<link>http://piech.stolem.net/?p=57</link>
		<comments>http://piech.stolem.net/?p=57#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 23 Aug 2006 08:20:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Piech</dc:creator>
				<category><![CDATA[Tygodnik Powszechny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://piech.stolem.net/?p=57</guid>
		<description><![CDATA[Felieton, który ukazał się w &#8220;Tygodniku Powszechnym&#8221; nr 39 z (27 sierpnia 2006 r.) wzbudzając spore zainteresowanie. W internetowym wydaniu &#8220;Tygodnika&#8221; znalazł się na pierwszej stronie, otwierając numer. W wydaniu papierowym na str. 12, z zapowiedzią na okładce.
Tekst zamieszczono w całości w &#8220;Onet Kiosku&#8221;, gdzie 21 i 22 sierpnia znajdował się
w centralnym miejscu.
Fragment artykułu, z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Felieton, który ukazał się w <a title="\" target="_blank" href="http://tygodnik.onet.pl/1353670,artykul.html">&#8220;Tygodniku Powszechnym&#8221;</a> nr 39 z (27 sierpnia 2006 r.) wzbudzając spore zainteresowanie. W internetowym wydaniu &#8220;Tygodnika&#8221; znalazł się na pierwszej stronie, otwierając numer. W wydaniu papierowym na str. 12, z zapowiedzią na okładce.</p>
<p>Tekst zamieszczono w całości w <a title="\" href="http://wiadomosci.onet.pl/1353471,2678,1,1,kioskart.html">&#8220;Onet Kiosku&#8221;</a>, gdzie 21 i 22 sierpnia znajdował się<br />
w centralnym miejscu.</p>
<p>Fragment artykułu, z pominięciem nazwiska autora i bez zaznaczenia skrótów zamieściła<a title="\" target="_blank" href="http://media.wp.pl/kat,38220,wid,8471316,wiadomosc.html"> &#8220;Wirtualna Polska&#8221;</a>, gdzie 22 sierpnia był podlinkowany ze strony głównej serwisu. Ekipie &#8220;WP&#8221; dziękuję, że szybko sobie poradziła z tym problemem. <img src='http://piech.stolem.net/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':-)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Tekst przedrukowała w całości &#8220;Angora&#8221;, gdzie był żywo komentowany przez czytelników.</p>
<p><u>Rosyjskojęzyczną</u> wersję artykułu znalazłem na stronie <a target="_blank" title="www.uk2watch.com" href="http://www.uk2watch.com/special/oldtopic27/article.jsp?5974">www.uk2watch.com</a> , natomiast moja teza streszczająca się w zdaniu: pomimo swoich przewin, Grass pozostał jednym z nas Kaszubów, była komentowana w artykule Jarosława Zalesińskiego &#8220;Spór nie tylko o Grassa&#8221; (&#8220;Przegląd Polityczny&#8221; nr 78/2006 oraz &#8220;30 Dni&#8221; nr 5/2006).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://piech.stolem.net/?feed=rss2&amp;p=57</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
