W sprawie „Polaków” w Wehrmachcie i SS
Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł Cezarego Gmyza „Nasi obcy” („Wprost” nr 16/2007) – o… no właśnie? O kim? Podtytuł „Polacy zgermanizowani w XIX wieku robili karierę w Wehrmachcie i SS” nie odzwierciedla w pełni rzeczywistości. Autor artykułu powołał się m. in. na moje ustalenia dotyczące Ericha von dem Bach-Zelewskiego, stąd pozwolę sobie na kilka słów dopełnienia. W artykule poświęconym tej postaci („Tygodnik Powszechny” z 22.09.2006 r.) wykazałem, że hitlerowski zbrodniarz manipulował własną biografią, eksponując czy wręcz wymyślając niemieckie wątki z dziejów własnej rodziny, zaś już w Norymberdze – polskie, ale nie ośmieliłbym się nazwać go „zgermanizowanym Polakiem”. Polakiem był niewątpliwie dziadek Ericha v. dem Bacha. Jednak jeśli uznamy, że Polakiem jest ten, kto miał dziadka Polaka, zbliżymy się niebezpiecznie do „standardów”, wyznaczonych przez ustawy norymberskie. Niech więc Polakiem będzie ten, kto się za takowego uważa i współtworzy kulturę polską, a nie ten, czyje nazwisko kończy się na „-ski”.
Wszystkie postaci wymienione przez C. Gmyza łączy wspólny mianownik – wywodziły się z pogranicza kulturowego – Kaszub i Śląska, gdzie świadomość narodowa nawet w jednej rodzinie nie była czymś raz na zawsze określonym. Skomplikowane dzieje polityczne tych regionów sprawiły, że procesy asymilacyjne przebiegały tam wielokierunkowo. Badając genealogie rodzin pomorskich, w tym własnej, przekonałem się, że nie istniało coś takiego jak „czysta” kultura polska czy „czysta” kultura niemiecka. Mój dziadek macierzysty ukrywał się przed poborem do Wehrmachtu w centrum Wolnego Miasta Gdańska u wuja Niemca, zaś pradziad ojczysty został zadenuncjowany przez polskich sąsiadów i rozstrzelany przez gestapo. Historia w skali „mikro” częściej bywa nauczycielką życia, niż wielkie syntezy.
„Fakt, że ludobójcy mieli polskie korzenie o niczym nie świadczy” napisał Cezary Gmyz. Po przeczytaniu artykułu doszedłem jednak do całkowicie odmiennej konkluzji. Fakt, że opisani w nim niemieccy ludobójcy mieli słowiańskie korzenie świadczy przede wszystkim o tym jak wielkim oszustwem jest nacjonalizm podpierający się kryteriami rasowymi. Biografie von dem Bacha i jemu podobnych pokazują jak – poprzez fascynację zbrodniczą ideologią – przyzwoici młodzi ludzie przywiązani do takich wartości jak honor czy wierność, przemieniali się w bestie.
Nie brzmi to odkrywczo, ale warto powtarzać, że nie ma dobrych i złych narodów, są tylko ludzie, którzy swoim postępowaniem opowiadają się po stronie dobra lub zła. Jako konkluzję przywołam stwierdzenie śp. o. Józefa Marii Bocheńskiego: „Niemcy to tacy sami Polacy jak my, tylko trochę inni”.
Tomasz Żuroch-Piechowski
publicysta miesięcznika „Pomerania”
—-
Przesłałem dziś tę polemikę do redakcji ”Wprost” z prośbą o publikację. Redaktor C. Gmyz odpisał, że postara się o publikację tekstu u redaktora naczelnego “Wprost”. (-)